niedziela, 15 lipca 2007, 16:52

grzybobranie - sport ekstremalny

Podobno moda na powrót do natury wiąże się z coraz częstszymi zatruciami grzybami (w USA i Kanadzie). U nas i bez mody zatrucia grzybami co roku się zdarzają, choć stajemy się nieco ostrożniejsi. Kiedyś jedliśmy marynowane olszówki (krowiaki podwinięte), dziś olszówka to śmiertelnie trujący grzyb. Olszówki się nie zmieniły, zmienił się pogląd na ich przydatność do spożycia. Zakaz handlu i trochę propagandy wystarczyło, żeby nas całkiem zniechęcić. Oto ewolucja poglądu schwytana na gorącym uczynku.
Co robić jeśli częstują nas potrawą z własnoręcznie zebranych grzybów? Najlepiej od razu wyjść, bo wdawanie się w dyskusję może nam zaszkodzić bardziej niż spożycie grzybów (statystycznie biorąc, rzecz jasna). Pośpieszne egzaminowanie gościnnego gospodarza z mikoflory polskich lasów może nie dać jednoznacznego rozstrzygnięcia, tak samo jak rozmowa z jego babcią, która podobno wczoraj jadła i czuje się świetnie. Nie owijajmy w bawełnę, na tak niemoralną propozycję jest tylko jedna dobra odpowiedź — Dziękuję, muszę już lecieć! Jeśli ktoś lubi oszukiwać może poprosić na wynos do słoiczka.
Moją nieufność do grzybów w gościach potęguje to, że niemal zawsze znajduję w nich malutkie białe larwki z czarnymi kropeczkami (to chyba oczka, ale po co oczka gdy w grzybku ciemno?). Larwki jem bez większego obrzydzenia, choć zaraz przypomina mi się "Pancernik Potiomkin". Ale jeśli ktoś nie zwraca uwagi na takie drobiazgi jak obecność w grzybku robaczków, to jak uwierzyć, że zauważył szczegóły odróżniające młodą pieczarkę Agaricus sp. od muchomora Amanita phaloides?
Zdumiewa natarczywość, z jaką ludzie częstują potrawami z własnoręcznie zebranych grzybów. To już chyba łatwiej bimberku odmówić niż grzybków. O ile zakazane jest częstowanie grzybami halucynogennymi, które mogą wywołać tylko halucynacje, o tyle częstowanie grzybami, których spożycie może wywołać znacznie poważniejsze skutki, akceptowane jest powszechnie jako zwykły element tradycyjnej gościnności. Nie oszukujmy się, chodzi o coś więcej. Odmowa spożycia grzybków jest deklaracją nieufności, ich spożycie dowodem najwyższego, ślepego zaufania. Jedzmy więc, najlepiej mrużąc oczy.

9 komentarzy:

zadziorny_mietek pisze...

:))
W opisanych przez Pana sytuacjach częstowania grzybami od dawna stosuję metodę na "wczorajsze ostre zatrucie pokarmowe", szczególnie przydatne przy marynatach. Nieraz staram się zasięgać języka pytaniami typu "Jak się zbierało, kiedy zbieraliście, jedliście je już?". Wiadomo, że ryzyko tym mniejsze, im dłuższy czas minął od zbioru - przecież żyją.

kwik pisze...

@ zadziorny_mietek
Chodzi nie tylko o to żeby nie ryzykować życiem, nie wolno przy okazji obrazić częstującego. Myślę że jakiekolwiek skojarzenie z zatruciem odpada. To już chyba lepiej twierdzić że się w ogóle nie je grzybów, nawet pieczarek.

otto pisze...

ponos i purchawki jadalne sa, nie mówiąc o wyrafinowanym szmaciaku
matus wykarmila nas na olszowkach, a ja nieszczesny odwrocilem sie od nich ostatnio, wyrosnietych w moim ogrodzie, pomny na fakt, ze ich trucizna kumuluje sie w czlowieku, moze zaatakowac w kazdej chwili i kaput!!!

kwik pisze...

purchawki
są jadalne, ale jeszcze nikt mnie nie przekonał, że jeść je warto. Szmaciaka jadłem dawno temu, teraz chyba jest już chroniony, więc jeść nie wypada

szwagier kolaska pisze...

@kwik
no, dawno się tak nie ubawiłem:)
sam jeszcze zbierasz?
ja jem tylko swoje i swojego Miszcza Grzybobrania i z żadnego innego źródła. Właśnie zastanawiam się nad grzybkami Shitake i tymi Mung- kto to zbierał???

szwagier kolaska pisze...

..cd
...pewnie te zmrurzone oczy:)

kwik pisze...

@ max
zbieram, ale już się nie rozwijam. Zbieram tylko to co znam i sto razy jadłem.

Shiitake i inne japońskie można podobno wyhodować sobie w domu (można kupić gotowe podłoże z grzybnią), ale mi nie chodzi o to żeby grzyby mieć, tylko żeby za nimi łazić.

Mścisław pisze...


"...ale mi nie chodzi o to żeby grzyby mieć, tylko żeby za nimi łazić..."
otóż to, gonić króliczka
dawno temu, gdy sam zbierałem zdarzyło mi się, że po 1-2 godzinach nie znalazłem nic i wtedy uświadomiłem sobie,
że to nie ma znaczenia, te grzyby to był tylko pretekst do leśnej wyprawy, od tamtego czasu już nie zbieram;
nie zdarzyło mi się też nigdy zabłądzić w lesie, mimo że krążyłem w różne strony prawie nie zwracając uwagi na kierunki

dla mnie dowodem ślepego zaufania jest picie alkoholu niewiadomego pochodzenia (bo zwykle to metylowy)

grzyby, oprócz walorów smakowych, nie mają prawie żadnej wartości odżywczej, dopiero dzięki robaczkom grzyby stają się bogatym źródłem łatwo przyswajalnego białka (tylko co na to wegetarianie?)

a czy to częstowanie grzybami, to nie jest czasem testowanie przez zbierającego? zebrał, przyrządził, ale ma stracha przed jedzeniem, więc szuka frajerów do degustacji - jak przeżyją to wtedy sam zje

kwik pisze...

@ Mścisław
- ja jednak wolę chodzić po lesie jak są grzyby, przynajmniej jesienią. Bez grzybów głupio tak powoli krążyć wśród drzew z oczami wbitymi w ściółkę. Bez grzybów zaczyna się po prostu spacerować, chodzić drogami. To już nieco luźniejszy kontakt z przyrodą, np. nie włazi się twarzą w pajęczyny.