czwartek, 15 maja 2008, 13:27

apel w obronie GMO

Jest do podpisania apel w obronie GMO — list otwarty do Premiera RP. Apel wg mnie ma dwie drobne wady, po pierwsze zachęca do podpisywania (się) nie tylko pracowników naukowych wszystkich dziedzin nauk przyrodniczych, medycznych i rolniczych, ale także studentów. Student, jak nazwa wskazuje, musi się jeszcze wiele nauczyć, nie może więc być dla nikogo autorytetem. Druga wada jest poważniejsza, autorzy listu twierdzą, że nie istnieją jakiekolwiek racjonalne podstawy uprzedzeń w stosunku do GMO. Nieprawda, ja na przykład jestem "uprzedzony" do GMO, bo są to organizmy patentowane/licencjonowane, a ich użytkowanie wiąże się z wieloma problemami dobrze znanymi wszystkim użytkownikom licencjonowanego, a jeszcze lepiej — nielicencjonowanego — oprogramowania. Uważam, że jestem uprzedzony racjonalnie, w konsekwencji nie mógłbym podpisać tego listu, choć uważam, że jest w zasadzie słuszny.

Autorzy listu twierdzą w szczególności że:
— Spożywanie produktów wytworzonych z GMO lub mięsa zwierząt lub drobiu karmionego paszami wytworzonymi z GMO nie stanowi jakiegokolwiek zagrożenia dla zdrowia człowieka;
— Zagrożenie dla środowiska, jakie wynika z wprowadzania GMO do upraw w danym regionie, jest dokładnie takie same, jakie wiąże się z introdukcją każdego nowego gatunku lub odmiany roślin. Należy dokładnie monitorować efekty wprowadzania do środowiska wszystkich nowych odmian, ale niema żadnych powodów, by w stosunku do GMO stosować zasady inne, niż w stosunku do odmian otrzymanych metodami tradycyjnymi.


Nie jest prawdą, że spożywanie nie stanowi jakiegokolwiek zagrożenia, bo zawsze można się zatruć np. salmonellą, powinno być "nie stanowi żadnego dodatkowego zagrożenia". Przygnębiające jest to "niema", o problemach (usuwalnych!) z działaniem poprawiacza pisowni pisałem niedawnoniema w ogóle nie powinna znaleźć się w słowniku poprawiacza, bo raczej rzadko piszemy o niemych, a wstydu przez to możemy najeść się często.

I jeszcze ten kwiecisty język... Sądzimy, że wszystkim nam zależy, by gospodarka w Polsce była oparta na wiedzy. Ja nie sądzę, że wszystkim zależy.
DODANE: następnego dnia niema zamieniło się w nie ma.

11 komentarzy:

trurl_z_klapaucjuszem pisze...

GMO same się obronią
A ich najwiekszym sojusznikiem sa KK i inne instytucje, nawołujące do radosnego rozmnażania się.

Powtarza się obecnie sytuacja sprzed "zielonej rewolucji".
Wprowadzenie nowych sztucznie wyhodowanych wysokoplennych odmian odwróciło wtedy kląskę głodu, która obejmowała znaczne obszary i wielkie rzesze nieszczęsników.

W tej chwili mamy podobną sytuację. Bez szerokiego wprowadzenia jeszcze nowszych odmian sie nie obejdzie.

Ja mówię tak: pustki w portfelu sprawią, że nagle polubimy energie atomową, która przeklęlismy 22 lata temu po Czarnobylu (to juz sie sprawdaza). A puste zołądki sprawią, że swiat polubi GMO.

kwik pisze...

@ trurl_z_klapaucjuszem
U nas jak zwykle zawracanie Wisły kijem i obrona tradycyjnych wartości (TRADYCYJNE NASIONA - NASZE DZIEDZICTWO I SKARB NARODOWY). Nie jestem wcale entuzjastą GMO, ale pieniądze trzeba liczyć. Nawet jeśli ktoś nie chce jeść GMO (ma prawo), to co mu przeszkadza import pasz robionych z nasion soi modyfikowanej? Przecież to będą jadły zwierzęta. Jak odróżnić mięso krowy karmionej GMO od takiej, która GMO nie jadła? Bez pomocy różdżkarza nie da rady.

Essencjusz pisze...

zostawiając watek etyczno-filozoficzny - prosze mi odpowiedzieć?
1) ile można zarobić na lobbowaniu na rzecz GMO? (powszechnie wiadomo, ze patenty na produkcję ziaren mają bodaj tylko 2 lub 3 koncerny z USA)

2) po co w taki sposób zwiększać wydajność produkcji rolnej skoro właśnie zbyt duża jej wydajność jest największym problemem rolnictwa europejskiego (w UE obowiązują limity produkcji i cła zaporowe)

3) jaka jest szansa by wypuszczone do środowiska zmutowane ziarna nie wyparły całkowicie ziaren pierwotnych (chodzi o moją wolność wyboru co jadł będę)

oczekuję odpowiedzi

kwik pisze...

@ Essencjusz
Mało wiem o GMO (niezbędne minimum), polecam blog Bromka:
http://ethidium.salon24.pl

Ale spróbuję odpowiedzieć:
1. A ile można zarobić na blokowaniu GMO? Może część blokujących gotowa jest zmienić zdanie o GMO? Ciekawe ile osób podpisze list (teraz jest ponad 400), większość lobbuje chyba bezinteresownie, z przekonania.
2. Przy GMO chodzi często nie o zwiększenie plonów tylko o zmniejszenie kosztów, np. przez zmniejszenie zużycia herbicydów. Ceny żywności idą teraz w górę, sytuacja może się zmienić.
3. O szansie mówimy jeśli oczekujemy czegoś pozytywnego, z pytania wynika, że chodzi o ryzyko. No więc ryzyko jest znikome, bo taka sytuacja byłaby klęską dla producenta GMO, który chce mieć pełną kontrolę nad swoją własnością intelektualną. A z punktu widzenia żołądka to wszystko jedno, GMO czy nie GMO, każde DNA trawione jest równie skutecznie. Amerykanie jedzą GMO od lat i jakoś nie narzekają.

Essencjusz pisze...

Trochę się pan "wykręcił sianem"
Pozwoli pan, że skomentuje Pańskie odpowiedzi.

"1. A ile można zarobić na blokowaniu GMO? Może część blokujących gotowa jest zmienić zdanie o GMO? Ciekawe ile osób podpisze list (teraz jest ponad 400), większość lobbuje chyba bezinteresownie, z przekonania."

Na początek przepraszam, za to, że moja wypowiedż mogła sugerować interesowność sygnotariuszy, nie to miałem na myśli. Chciałem raczej zwrócić uwagę na ostry lobbing producentów GMO. Natomiast pańska odpowiedż sugeruje możliwość lobbingu przeciwnego. Wybaczy Pan, ale to jest mało prawdopodobne, z powodu struktury rynku tradycyjnych nasion.

"2. Przy GMO chodzi często nie o zwiększenie plonów tylko o zmniejszenie kosztów, np. przez zmniejszenie zużycia herbicydów. Ceny żywności idą teraz w górę, sytuacja może się zmienić."

Zmniejszenie stosowania środków chwastobójczych to zapewne zaleta. Co do zmniejszenia kosztów, to ostatnio prawie już przeszedłem na wegetarianizm, bo nie jestem w stanie jeść tego mięsa i tych wędlin, które właśnie są efektem zmniejszania kosztów.

"3. O szansie mówimy jeśli oczekujemy czegoś pozytywnego, z pytania wynika, że chodzi o ryzyko. No więc ryzyko jest znikome, bo taka sytuacja byłaby klęską dla producenta GMO, który chce mieć pełną kontrolę nad swoją własnością intelektualną."

Słyszałem raczej tylko przeciwne relacje, o GMO wymykającym się poza strefy ochronne i wypierającym rodzime zboża, a jedyna reakcja producentów to było rozszerzenie poboru opłat licencyjnych na pola przypadkowo zainfekowane GMO. Poza tym czas obowiązywania patentów jest ograniczony i po 50 latach czerpania korzyści z własności intelektualnej nie bedzie firm interesowało czy GMO wyprze inne zboża czy nie.

"A z punktu widzenia żołądka to wszystko jedno, GMO czy nie GMO, każde DNA trawione jest równie skutecznie. Amerykanie jedzą GMO od lat i jakoś nie narzekają."

Bo przecietny amerykanin zbyt bardzo by się zasapał narzekając. Widział Pan tych pokracznych, nieproporcjonalnych grubasów?

p.s. bardzo dobry komentarz do wywiadu z Hellerem w poprzednim wpisie. Brawo.

kwik pisze...

@ Essencjusz
Siano to genialny wynalazek, od czasu wynalezienia siana cywilizacja przesunęła się na północ poza granicę zalegania zimą śniegu. Rzymianie zdaje się nie znali siana!

Ma Pan rację, trochę się wykręciłem, bo nie jestem entuzjastycznie nastawiony do GMO, więc brak mi zapału do ich obrony. Przekonuje mnie argument, że uprawy GMO mniej szkodzą środowisku, ale już nie wierzę, że dzięki GMO będziemy jeść smaczniejsze warzywa czy cokolwiek. Jestem konserwatywny w swoich upodobaniach i nie smakuje mi ani jedna z nowych odmian jabłek (nie są oczywiście GMO). Natomiast nie podzielam irracjonalnych obaw związanych z GMO, bo znam się jako tako na biologii i genetyka nie kojarzy mi się z Frankensteinem. Nawiasem mówiąc, jego potwór został zrobiony metodami tradycyjnej chirurgii.

Wymuszanie opłat za GMO które "zainfekowały" cudze pola byłoby równie mądre jak wymuszanie opłaty za użytkowanie wirusa, który wlazł na czyjś komputer :)

Przejście całej ludzkości na wegetarianizm (plus nabiał) byłoby na pewno znacznie mądrzejsze niż wprowadzenie GMO do powszechnej uprawy. Kierujemy się jednak raczej chęcią zysku niż rozumem, a grillowana cukinia nie wszystkim smakuje tak jak karkówka.

Tomasz Skłodowski pisze...

Jestem przeciw
Nic nie podpisze bo GMO to zagrozenie. Wiecej na moim blogu oraz fachowców a nie sponsorowanych przez producentów GMO klakierów.

Essencjusz pisze...

Bardzo miło mi się z Panem dyskutuje
I pozwolę sobie zadać osobiste pytanie: Jaka jest Pana motywacja do lobbowania na rzecz GMO? Z jakich powodów uznał Pan za konieczne angażować w to swój czas, innymi słowy jakich korzyści oczekuje Pan dla siebie po wprowadzeniu GMO. Proszę mnie źle nie zrozumieć, nie mam na myśli jakiś niskich, niegodnych insynuacji, tylko szczerze jestem ciekawy co kieruje człowiekiem w takich, a nie innych wyborach. Chodzi mi o warstwę ideową.

Z mojej strony nie widzę dla siebie korzyści, a tylko straty, dlatego jestem przeciw. Nie wierzę, że zboża GMO będą zdrowsze albo smaczniejsze. Nie wierzę, że wprowadzenie GMO spowoduje obniżenie cen pieczywa w sklepiku za rogiem, bo już obecnie cena zbóż to jakiś nieistotny procent ceny chleba.
Jestem natomiast pewien, że ujednolicenie produkcji rolnej do której doprowadzi GMO spowoduje zubożenie różnorodności smakowej żywności i może, choć nie musi nieść niezidentyfikowane jeszcze zagrożenia.

Reasumując, ja osobiście, jako konsument, widząc hipotetyczne ryzyko jakim jest obarczona każda zmiana (nie tylko GMO) i nie widząc dla siebie żadnej, powtarzam żadnej, korzyśći z wprowadzania takiej zmiany musiałbym być masochistą lub znudzonym życiem dekadentem, żeby bawić się w taki hazard.

Pozdrawiam

Essencjusz pisze...

errata
przeczytałem jeszcze raz zamieszczony mój wpis i słowo "lobbowanie", jako zbyt ekstremalne, zastępuję słowem "opowiadanie się za...".

Pozdrawiam

kwik pisze...

@ Essencjusz
Każdą próbę wpłynięcia na proces legislacyjny - a list do premiera jest taką próbą - można śmiało nazwać lobbowaniem. Ponieważ sam tego listu nie podpisałem, to raczej informuję o lobbowaniu niż lobbuję. Nie widzę niczego złego w lobbowaniu, pod warunkiem, że jest ono uczciwe. Apel dostałem mailem, a ponieważ w zasadzie zgadzam się z treścią listu, uznałem, że mogę dorzucić swoje trzy grosze. Pewną rolę odegrała moja złośliwość - list podpisało wielu profesorów, a zawierał rażący błąd ortograficzny (później poprawiony).

Pańskie stanowisko jest całkiem racjonalne, być może gdyby ktoś Pana przekonał o ogromnych korzyściach finansowych płynących z wprowadzenia upraw GMO, uznałby Pan, że warto zaryzykować. Pańskie stanowisko rozumiem i szanuję. Śmieszy mnie natomiast irracjonalny strach przed GMO, objawiający się między innymi strachem przed jedzeniem mięsa zwierząt karmionych paszami z GMO - taki strach kompromituje każdego jako nieuka (podobnie jak wiara w astrologię czy homeopatię).

Ethidium Bromide pisze...

Essencjuszu
Odnosnie pytania 3. "jaka jest szansa by wypuszczone do środowiska zmutowane ziarna nie wyparły całkowicie ziaren pierwotnych (chodzi o moją wolność wyboru co jadł będę)"

Aby wyprzec musialyby posiadac dominujaca przewage selekcyjna. "Uciekinierzy" musieliby okazywac sie lepsi w warunkach dzikich niz inne rosliny tzw. chwasty. W kazdym przydroznym rowie, na miedzy, na podworku toczy sie zazarta walka o przetrwanie, o wode, slonce, sole mineralne. Natomiast o tym jaki gatunek dominuje na polu decyduje rolnik. Tam reguly ustala uzytkownik pola. Stosowanie odpornosci na herbicydy daje przewage wylaczenie tam gdzie transgeniczna roslina styka sie z herbicydami. Cyzli wlasnie na polu. W przypadku odpornosci na insekty opartej na bialku Bt, legalna w UE kukurydza Mon810, mozna dopatrzyc sie rzeczywistej trwalej przewagi w dzikim srodowisku. Zastanowmy sie jednak ile zdziczalej kukurydzy rosnie w Polsce? Znowu, roslina uprawna okazuje sie za slaba by utrymac sie, a co dopiero zdominowac srodowisko. Tym bardziej rosliny GMO uprawiane do celow technologicznych nie przezyja bez intensywnych zabiegow agrotechnicznych.

Co do dominacji koncernow chemicznych i farmaceutycznych wprowadzajacych GMO, masz racje - jest ich niewiele. Uważam, ze przyczyna tego stanu jest wlasnie opor przed GMO. Zamknieto droge np. Ingo Potrykusowi, ktory chcial oddac Golden Rice uzytkownikom. Obecnie tylko giganci potrafia przepchnac swoje pomysly na GMO. Maja dosc pieniedzy i zasobow, by przez lata walczyc z biurokracja, zanim wysueja pierwsze ziarno w celach komercyjnych. Poniewaz inwestycja musi sie zwrocic dominuja i dominowac beda, transformanty zwiekszajace plonowanie. W tym samym czasie mniejsze firmy zostana zniszczone przez rachunki i dlugi.

pozdrawiam