środa, 17 grudnia 2008, 19:52

profesor, a jednak mądry

Polecam wszystkim krótką rozmowę z Vetulanim (Instytut Farmakologii PAN w Krakowie): Należy zezwolić na legalny handel stymulantami. Polecam nieobiektywnie, bo podoba mi się rzeczowe podejście Vetulaniego:

Paradoks polega na tym, że te najsilniej uzależniające, jak nikotyna czy alkohol, są legalne, a substancje przez wielu uważane za nieszkodliwe, a w każdym razie nieuzależniające, jak marihuana, mają status nielegalnych. Problem w tym, że ta ostatnia, sprzedawana przez dilerów w Polsce, zawiera z reguły domieszkę silnie uzależniającej metaamfetaminy. Tak więc kryminalizacja marihuany jest dużo bardziej szkodliwa niż sama natura tej używki.

Mogę się więc założyć, że nasi dzielni posłowie uchwalą wkrótce ustawę kryminalizującą dopalacze i fanszopy, bo choć pobożne życzenia kretynów hipokrytów nigdy i nigdzie nie spełniają się do końca, to u nas z reguły spełniają się przynajmniej częściowo.
Nie ma substancji nieszkodliwych dla zdrowia, nawet zwykła woda jest śmiertelną trucizną. Przedawkowanie wody prowadzi do hiponatremii połączonej z obrzękiem mózgu i często kończy się śmiercią. Poniżej trzy przypadki (było więcej, jakiś maratończyk, dziewczyna, która słyszała, że po ecstasy trzeba pić dużo wody – ale nie chce mi się szukać).
Mother dies after drinking four litres of water in two hours
Man dies after drinking 10 litres of water in eight hours
US water contest radio sacks 10
Why is too much water dangerous?
A na koniec piosenka: Tom Lehrer - The old dope peddler. Tu tekst, tu słychać, a tu słychać na żywo.

Piosenka Lehrera (z 1953) jest parodią jeszcze starszej piosenki The Old Lamplighter. Proszę sobie doczytać.


DODANE: w cytacie z Rzepy jest błąd, nie meta-amfetamina tylko metamfetamina (nazwa pochodzi od metyloamfetaminy).

4 komentarze:

MEP. pisze...

>kwik
Nic nie wiem o dopalaczach, ale kiedys czytalam cykl artykulow (przedruk w "Forum") o wykorzystaniu marihuany w leczeniu stwardnienia rozsianego. Podobno niezwykle skuteczne, problem w tym, ze ta sama substancja, ktora przyczynia sie do lagodzenia objawow, jest ta, ktora przyczynia sie do uzaleznienia. Tak wiec, wedlug tamtych badaczy marihuana uzaleznia jako taka, bo nie sadze zeby dodawali do niej metaafetaminy.

Druga sprawa - w Holandii marihuane mozna kupic w kazdy coffeeshopie. Mialam w akademiku w Amsterdanie sasiada, grafika z Brazylii, ktory w ciagu trzech miesiecy stoczyl sie zupelnie zaczynajac wlasnie od jointow. Po jakims (dosc krotkim) czasie luzik marychowy przestal mu wystarczac, siegnal po cos twardszego, no i poszlo....

Musze jednak przyznac, ze jedyni ludzie, ktorych widzialam zupelnie "stoned", to byli cudzoziemcy. Holendrzy sie na to nie rucaja. Moze rzeczywiscie niezakazany owoc nie kusi....

tichy pisze...

stąd wynika
że w szafowaniu ocenami, kto mądry, a kto nie, trzeba być powściągliwym.

Lub powściągliwą.

kwik pisze...

@ MEP.
Każda psychoaktywna substancja uzależnia psychicznie, gdy coś sprawia przyjemność to chce się jeszcze raz. Ale marihuana zdaje się nie uzależnia fizjologicznie, tzn. przy odrobinie silnej woli można ją odstawić bez koszmarnych skutków ubocznych, bez konieczności odwyku. Łatwiej niż nikotynę i alkohol.

No i na pewno ważna jest tzw. kultura spożycia. Indian woda ognista wykończyła, a my pijemy od wieków, z umiarem, bez popadania w nałóg.

kwik pisze...

@ tichy
Ja nie muszę być powściągliwy. A dobrymi chęciami droga do piekła wybrukowana, co pięknie pokazała amerykańska prohibicja. Państwo nie powinno bez potrzeby ograniczać wolności dorosłych ludzi, niech sobie piją, palą i wkładają do buzi co tylko uznają za stosowne.