piątek, 12 lutego 2016, 08:16

balsam

— Balsam! Aha!… Jakiś czarnoksiężnik w Taurogach chciał mi sprzedać balsam, o którym powiadał, że kto się nim wysmaruje, ma być od szabli, szpady i włóczni bezpieczen. Kazałem go zaraz wysmarować i trabantowi pchnąć dzidą, wyimaginuj sobie… na wylot przeszła!…

Nie wiedzieć czemu dostępne online Potopy przepisują z błędem "wyimajnuj", tak jak to się kiedyś zecerowi zdarzyło. Niektóre np. Wolne Lektury poprawiły — na wyimainuj.

24 komentarze:

kuzynka.edyta pisze...

Dziwisz się, przecież to trudniejsze niż powyłamywane nogi. Choć z drugiej strony też się dziwę, bo 'image', 'imagine' są teraz obecne w powszechnej świadomości dzięki Internetowi, dalej powinno być z górki.

Imaginuj sobie waćpan, że ja nigdy Trylogii nie zmogłam. Ona zmogła mnie. Ale ten przytoczony fragmencik kapitalny.

kwik pisze...

Na pewno łatwiejsze niż "wyewoluuj sobie". I w trzech innych miejscach Trylogii jakoś się jednak zecerom udało:

— Bo są podwójni Kowalscy. Jedni się Wieruszową pieczętują, na której kozieł w tarczy jest wyimaginowany z podniesioną zadnią nogą, a drudzy Kowalscy mają za klejnot Korab, na którym przodek ich Kowalski z Anglii przez morze do Polski przyjechał, i ci są moi krewni, a to przez babkę, i dlatego, że ja także Korabiem się pieczętuję.

Nie wyimaginujecie sobie nawet, jaką ten chłop miał ochotę do ożenku. Nie masz w nim chciwości żadnej ni ambicji, ni prywaty; swojego odbieżał, fortunę tak dobrze jak utracił, o żołd się nie upominał; ale za wszystkie prace, za wszystkie zasługi niczego od Pana Boga i Rzeczypospolitej nie wyglądał, jeno żony.

— Waćpan sobie nie wyimaginujesz, co ja mam z tą dziewczyną! Czysty hajdamaka!


Ja za to nie zmogłem ani Krzyżaków ani Quo vadis, ale jak będę żył sto lat to może jeszcze przeczytam.

kuzynka.edyta pisze...

Może ten wcześniejszy fragment zecer z drugiej zmiany składał?

Masz rację, za "wyewoluuj" zecerzy powinni byli dostawać dodatek pieniężny. Kto wie, może dostawali. (Przez chwilę nie byłam pewna, czy dobrze ten wyraz napisałeś!)

Nie no. Do Krzyżaków i Quo Vadis, nawet nie podchodziłam. Z Sienkiewicza tylko "W pustyni i w puszczy" (z pominięciem bardziej nużących opisów przyrody) i jakieś nowele. Sorry, panie Henryku. Natomiast Prusa chyba wszystko. Bardzo tego pisarza lubię. Dlatego tak rzuciłam się na neuronową Lalkę, ambitnie probując odgadnąć, jaki to fragment.

telemach pisze...

Jestem w pewien sposób zaskoczony aktualnością problematyki.
A poważnie, to okazuje się, że naiwność naszych rodaków, jeśli chodzi o cudowne balsamy, tabletki lacto-control, preparaty zez magnezem pomagające na wszystko jak również cudowne właściwości margaryny, która uzdrawia cholesterol ma długą tradycję w Rzeczpospolitej.

kwik pisze...

Dla równowagi łączy się to z wiarą we wszędobylskie siły nieczyste które np. pod postacią przeciągów potrafią w każdej chwili Polakowi zaszkodzić. Jedzenie odgrzane w mikrofalówce jest szkodliwe dla zdrowia, a kto nie je zupy ten umrzeć musi.

kuzynka.edyta pisze...

Nie zapominajmy też o zbawiennych właściwościach kory ogryzanej z pewnego drzewa. Mamy, zdaje się, narodową wyłączność na tę metodę leczniczą?

kwik pisze...

Masz na myśli sensacyjne doniesienia o pielgrzymach ogryzajacych przykościelną lipę w Cielętnikach? Jakoś nie mogę uwierzyć że osoby o chorych zębach biorą się za ogryzanie drzewa. Z drugiej strony co ja tam wiem skoro sam nie spróbowałem.

kuzynka.edyta pisze...

Może zdrowymi siekaczami skubią a chorymi trzonowymi żują?
A może i lipa.

kwik pisze...

Mimo wszystko nawet u nas jest stały postęp w dziedzinie higieny jamy ustnej i alternatywna stomatologia jakoś nie rozkwitła. Więc jeśli już to ta lipa powinna zostać dokumentnie ogryziona dawno temu, a nie dopiero teraz. Zresztą gdyby ktoś ją ogryzał to mielibyśmy zaraz na jutubie, taka era.

kuzynka.edyta pisze...

Do obgryzienie jest 11 metrów w obwodzie - trzebaby do tego tysiąca atletów ze zdrowymi zębami. Na youtube rzeczywiście nic nie znalazłam, ale na niedziela.pl tak. Chyba jednak istnieją ludzie, dla których ogryzanie kory jest mniej bolesne niż wizyta u stomatologa.

kuzynka.edyta pisze...

wycięło linka?
http://www.niedziela.pl/artykul/87294/nd/Lipa-z-parafii-w-Cieletnikach

kwik pisze...

Z linkowanego przez Ciebie tekstu można się dowiedzieć że cielętnicka lipa została już doszczętnie odkorowana:
Zjawisko to opisał szczegółowo tymi oto słowy Kazimierz Kozakiewicz: „po zjedzeniu tej kory ludziska biegli do lipy, obgryzali korę, a kiedy pień był już całkowicie objedzony, wspinali się między gałęzie i kąsali lipę, jakby ich opanowała wścieklizna” [za C. Pacyniak, „Najstarsze drzewa w Polsce”, Wydawnictwo PTTK „Kraj”, Warszawa 1992].

A z drugiej strony stoi jak stała i mimo dwumetrowego ogrodzenia nadal bywa podgryzana: Jak wspomniał nam ks. prob. Stanisław Styczyński, takie wypadki sporadycznie się zdarzają i od czasu do czasu na pniu pojawiają się świeże ślady ludzkich zębów.

Pozostaję nieprzekonany. Przy najbliższej okazji spróbuję zostawić ślady swoich zębów na jakiejś starej lipie żeby ustalić czy jest to w ogóle możliwie.

kuzynka.edyta pisze...

Rzeczywiście, taki trochę nielogiczny ten cytowany fragment. Nie znając źródła trudno orzec, o co chodzi.

Więc sądzisz, że kolejni proboszczowie z Cielętnik podsycali legendę o ogryzanie kory dla zbudowania lokalnej atrakcji turystycznej?
Mnie się wydaje, że ta historia nie jest całkowicie zmyślona. Potrafię sobie wyobrazić ogryzających.

kwik pisze...

Całkiem zmyślona na pewno nie jest, faktem jest odgrodzenie lipy od ludzi i zapewne zrobiono to nie bez powodu. Ale ja obstawiam że lipa była raczej obsikiwana niż obgryzana, w dodatku przez miejscowych a nie obcych (pielgrzymów). Żeby zabezpieczyć pień przed ogryzaniem wystarczyło owinąć siatką, wyszłoby dużo taniej.

kuzynka.edyta pisze...

Ugodowo odstąpię od obgryzania, ale może odgrodzenie drzewa ma je chronić przed tymi, którzy uzbrojeni w koziki odłupywali świętą korę na zapas (do żucia w domu) lub na handel.

Opuszczając Cielętniki. Byłam dzisiaj na tarasie widokowym na wysokim klifie. Nagle na wysokości twarzy podziwiających panoramę pojawiła się pustułka (pewności nie mam) i zanim ustawiłam autofokus w aparacie, złożyła skrzydła i spadła jak kamień w dół. Niesamowite było zobaczyć tego ptaka z tak bliska w takim momencie.

kwik pisze...

To ja ugodowo zgodzę się na wszystko, właśnie przeczytałem że całkiem niedawno dwanaście tysięcy uczestników maratonu w Chinach najadło się apetycznie zapakowanego mydła.

Pustułkę widziałem kiedyś z bardzo bliska, jadła wróbla na parapecie. W ogóle w Warszawie jest chyba sporo pustułek, kiedyś dość regularnie widywałem je nad rondem de Gaulle’a (bywają zresztą dość hałaśliwe). Ale oczywiście też wolałbym z klifu.

kuzynka.edyta pisze...

Nie wiadomo jak wyglądało samo mydło, ale opakowanie zachęca do jedzenia - łudząco przypomina opakowania batoników z suszonymi owocami. Nie wiem, czy nie nadgryzłabym…

Producenci kosmetyków ochoczo dodają "spożywcze" zapachy do swoich produktów. Miałam kiedyś ulubiony krem firmy Clarins, który pachniał jak tortowy krem, miał podobną konsystencję (krem to krem) i apetyczny budyniowy kolor. Właśnie te cechy długo zachęcały mnie do jego zakupu. Albo kosmetyki czekoladowe. Złowią jeszcze więcej klientek dzięki silnemu aromatowi ziaren kakaowca.

Mimo wszystko, 12 tysięcy puszczających bańki nosem robi jednak wrażenie.

kwik pisze...

Pomysł z rozdawaniem mydła uczestnikom maratonu całkiem absurdalny, a jeśli dodatkowo nie zadbali o właściwe pojenie na trasie to nic dziwnego że niektórzy sięgnęli po "galaretkę z soczystych winogron". Ale aż 12 tys. z 20? Raczej niemożliwe, więc mnie ta historia wygląda na oportunistyczny produkt propagandy - uderzającej i w producenta mydła który nie dba o lud podpisując kosmetyki tylko po angielsku (widocznie tak może, nie to co u nas) i w modę na maratony, które zupełnie niepotrzebnie gromadzą masy ludzi. Dodatkowo niezbyt przekonująco wygląda zdjęcie nadgryzionego mydła na podłodze, mające prawdopodobnie ilustrować zdanie "The photos from the scene show many soaps, with one bite’s loss at the corner, were ditched on the roadside."

Tytuł jest asekurancko śliski: "Over 12,000 Runners Seek Medical Care in S China’s Marathon, Some of Them Mistook Soap Given by Organizers as Energy Food" - w tekście jest potem tylko "It was estimated that over 12,000 had problems such as spasms, sprains, bruises, faintness, or stomachaches during the race, according to local health bureau officials. Twenty-three runners were hospitalized, and five of them were in critical conditions." Te siniaki i zwichnięcia to pewnie skutki poślizgnięcia się na porzuconych nadgryzionych mydłach.

kuzynka.edyta pisze...

Więc mydło było, tylko jeden level głębiej.

Rzeczywiście ślady zębów na fioletowej masie nie wyglądaja wiarygodnie. To, że zawodnikom rozdano mydło jeszcze by mnie nie zdziwiło. Może producent był sponsorem maratonu? Wyłożył kasę i zażyczył sobie takiej formy reklamy. Gdyby produkował kredki, to też by je w takiej sytuacji rozdali. Zastanawia natomiast sugerowana liczba osób, które nie tylko nadgryzły, ale – sądząc po efektach – zjadły mydło. Masz rację, coś ta mydlana historia dziwnie pachnie.

kwik pisze...

No więc jednak problemy były, ale raczej z fatalnym przygotowaniem uczestników niż jedzeniem mydła - z tych 12 tys. "ofiar" zaledwie 300 to inne niż skurcze i kontuzje. No i władze podobno bardzo zachęcają do biegania, a drogie importowane mydło wręczono uczestnikom dzień przed, co już nie było takie głupie.

"According to local newspaper Qingyuan Daily, medical workers performed first aid on participants more than 12,000 times, treating 10,000 muscle spasms and 1,700 sprains. Ambulances were called in 23 times and 17 people were hospitalized, including five in critical condition, the newspaper reported."

http://blogs.wsj.com/chinarealtime/2016/03/25/thousands-of-injuries-mishaps-at-chinese-marathon-prompt-alarm/

kuzynka.edyta pisze...

Zmobilizowałeś mnie do większego zaangażowania się w historię z mydłem. Najbardziej wiarygodne źródło, które jednak powołuje się na to samo, czyli chińską gazetę/portal People's Daily to BBC News. No i mniej więcej to samo, tyle że wg BBC zawodnicy dostali podarki z mydłem dopiero po przekroczeniu linii mety! (Metro.co.uk też napisało o post-race gift basket) Ale dalej cytowane są komentarze z portalu społecznościowego Weibo i jeden komentator napisał: "Why give them a bar of soap, to take a shower at the halfway point?". Czyli głuchy telefon.

Przy okazji na tej samej stronie dostrzegłam link do: Australian national park to fine risk-taking visitors. Karanie za bezmyślność powinno być powszechne.

kwik pisze...

No tak, wersja z BBC że komuś w czasie biegu zaszkodziło mydło które dostał po biegu trochę się jednak nie trzyma kupy.

Akurat na tym zdjęciu skała wygląda całkiem solidnie a pan stoi w bezpiecznej odległości od krawędzi. Ale jeśli już wydali pieniądze na badania geologiczne i wyszło że może się w każdej chwili urwać to powinni karać. Zresztą na zdjęciach na flikerze widać że faktycznie chyba ledwo się trzyma: https://www.flickr.com/photos/nswnationalparks/sets/72157654488905000

kuzynka.edyta pisze...

Rany boskie... Obejrzałam sobie tę skalę wcześniej w Guglu, ale on takich dobrych zdjęć nie znalazł. Może wystarczyło rozwieścić takie obrazowe fotografie na miejscu? Może nie byłoby kogo karać.

kwik pisze...

Zobrazowanie ryzyka tylko zachęciłoby kolejnych amatorów. Natomiast karanie (finansowe) ma sens, można te pieniądze przeznaczyć na coś pożytecznego. Głupota jest popularna bo nieopodatkowana.