wtorek, 14 października 2008, 23:04

klimatyzm = komunizm

Marksizm, freudyzm, klimatyzm — to tytuł rozmowy Semki z Klausem, prezydentem Czech i autorem książki "Błękitna planeta w zielonych okowach". Klausa poznaliśmy na razie jako zwolennika militarnej interwencji Rosji w Gruzji (dodajmy — udanej), teraz mamy okazję poznać go jako wielkiego i oryginalnego myśliciela. A warto? Na pewno. Wydanie książki Klausa po rosyjsku sponsorował Łukoil, co już jest gwarancją wysokiej jakości.

Zachęcam Państwa do lektury książki Klausa właśnie po rosyjsku, nie jest to dla nas trudny język, a z pewnością może się przydać. Sam Klaus zna język rosyjski bardzo dobrze, z rosyjskimi politykami i dyplomatami rozmawia swobodnie w ich ojczystym języku (otrzymał nawet od Putina Medal Puszkina za popularyzowanie kultury rosyjskiej). Mamy więc gwarancję, że rosyjski przekład książki Klausa jest najbliższy oryginałowi — a szkoda byłoby uronić choćby kroplę jego mądrości.

Klaus całkiem dobrze mówi też po angielsku. Można się o tym przekonać oglądając wywiad z nim dla BBC

24 komentarze:

Cyncynat pisze...

jesli najpowazniejszym
agumentem wobec Klausa jest jego znajomosc rosyjskiego (a to przeciez wiadomo, ze bardzo powazny zarzut), to czy inne argumenty sa niepotrzebne czy moze zbedne?
(a Klaus nie zna polskiego? chocby po to by w oryginale czytac np Sienkiewicza, Zeromskiego, a moze nawet Wildsteina, [ze o bardziej offowych Autorach Kryminalow nie wspomne])

kwik pisze...

@ Cyncynat
Za szybki jesteś, moja notka jest jeszcze in statu nascendi. Zaraz kończę :)

kwik pisze...

@ Cyncynat
Nie, to nie jest zarzut, to duży plus, współczesny polityk europejski powinien znać przynajmniej angielski i rosyjski.

Cyncynat pisze...

wpolczesny polityk europejski
to sprzedawczyk brukselski. patriotyczny polityk z Polski po angielsku powinien znac trzy slowa ("yes, yes, yes!") a po rosyjsku - dwa ("agenci" i "PRL").

kwik pisze...

@ Cyncynat
No ale Klaus się nijak nie mieści w Twoim opisie. On jest naprawdę oryginalny! Eurosceptyczny i nie antyrosyjski.
A jak jest PRL po rosyjsku? Już sprawdziłem, ПНР, Польская Народная Республика.

Cyncynat pisze...

no bo Klaus to sprzedawczyk rosyjski
nie tylko zna ten jezyk bolszewikow, to jeszcze nie byl w Tbilisi i nie machal tam swoja piescia w strone Putina. i nawet nie poswiecil sie, nie zacisnal zeby i nie wypil kieliszek gruzinskiego wina.

a poza tym, wlasnie o to chodzi, ze "agent" i "PRL" to rosyjskie slowa. a takze: korupcja, zlodziejsto, gwalt, PZU i PZPN. i pare innych. (ja kiedys bylem na dosc wymieszanej imprezie kuwiskiej, siedzialem obok Niemca i ten fakt postanowila skomentowac pewna prosta Kiwuska. popatrzyla na mnie, popatrzyla na Niemca i stwierdzila: wygladasz tak po... jak to bylo? takie slowo niemieckie, no jak to bylo... a.. po aryjsku!. ja prawie ze smiechu nie stoczylem sie pod stol, a biedny Niemiec wiedzial co ze soba zrobic.)

Cyncynat pisze...

errata
mialo byc: a biedny Niemiec _nie_ wiedzial co ze soba zrobic.

a poza tym sie zastanawiam jak mozna pic wino z zacisnietymi zebami. ale chyba sie da, wciagajac troszeczke przez zeby, zeby za wiele nie trafilo. bo trzeba byc nie lada patriota by pic wina gruzinskie, a Klaus, jak wiadomo zadnym patriota nie jest.

kwik pisze...

@ Cyncynat
Klaus nie potrzebował, Czechy już od dawna miały umowę z USA w sprawie tarczy/radaru podpisaną.

Mukuzani, które kiedyś piliśmy, było smaczne. Wino gruzińskie nie musi być złe.

A nie wyglądasz jak Werner Goldberg?
http://en.wikipedia.org/wiki/Werner_Goldberg :)

Cyncynat pisze...

ja
wygladam jak z glebokiej bialoruskiej wsi: blond, szare oczy, w miare okragla buzia. ale w Kiwilandii to juz wystarczy na aryjskosc.
Moja zona tez jest blond, i jej brat tez (nawet niebieskooki), a gdy byli mali to wygladali jak idealne aryjskie dzieci, no i mieszkali w Niemczech. a jako ze gadali w czystym hochdeutsch to nie za bardzo bylo wiadomo z ktorego landu pochodza. Wielokrotnie im sie przytrafilo, ze byly zagadywane przez starsze niemieckie panie w stylu "uciu-puciu, jakie ladne dzieciaki, skad jestescie?". Odpowiedz za kazdym razem powaznie zmieniala wyraz twarzy dociekajacej pani.

kwik pisze...

@ Cyncynat
Mnie straszne panie dręczyły za pomocą "jaka grzeczna dziewczynka, jak ma na imię". Mam nadzieję, że Unia wprowadzi kiedyś zakaz kontaktów starszych pań z dziećmi.

MEP. pisze...

>kwik
Od dawna podejrzewalam, ze jest Pan grzeczna dziewczynka! ;-)))

Ale do ad remu. Przeczytalam tylko wywiad z Klausem ( na razie nie mam czasu na wiecej) i nie podoba mi sie, ze zarzucajac zideologizowanie stronie przeciwnej, sam nie proponuje nic wiecej niz kontrideologie.
Przeczytalam ladnych kilka raportow na temat zmian klimatycznych i przyznam, ze bardziej przekonaly mnie te "kontra". Byly bardziej zdroworozsadkowe, uwzglednialy wielosc czynnikow wplywajacych na klimat, przejrzysciej objasnialy metodologie itp.
Tak czy inaczej najuczciwiej byloby stwierdzic, ze sprawa jest sporna. Tak mysle.
Bezspornie natomiast kurcza nam sie zasoby, w tym energetyczne. To jest i bedzie rosnacy problem, wobec coraz wiekszego zapotrzebowania "euroatlantyckiego";) a takze w obliczu szybkiego rozwoju Azji (teraz), a moze Afryki (w przyszlosci).

kwik pisze...

@ MEP.
Naukowcy "nie wierzący" w antropogenne ocieplenie są już dziś wyraźnie outsiderami. Natomiast nadal nie wiadomo co z tym fantem zrobić. Przede wszystkim należałoby zaprzestać wycinania lasów tropikalnych, to nie tylko wzrost CO2 w atmosferze, ale i eksterminacja tysięcy gatunków roślin i zwierząt. Ostatnio wycinane są głównie pod uprawy na "ekologiczne" biopaliwa. Ciekawym pomysłem jest użyźnianie oceanów żelazem, to deficyt tego pierwiastka limituje wzrost glonów (oczywiście trudno przewidzieć efekty, trzeba to najpierw wypróbować na małą skalę). Ograniczenie emisji jest konieczne, nie chodzi już tylko o ocieplenie, ale i o postępujące zakwaszanie oceanów, giną rafy koralowe. Większa część żywej Ziemi to woda, oceany zawsze działały jak bufor, ale już nie dają rady z produkowanym przez nas CO2.

Już to kiedyś pokazywałem, tu jest słynna krzywa Keelinga (od której się wszystko zaczęło):
http://kwik.salon24.pl/49871,index.html

Klaus w zasadzie nie ma racji, ale to nie znaczy że wcale nie ma racji. Wyśrubowane limity emisji CO2 nakładane odgórnie na zacofane kraje, które praktycznie nie mają możliwości manewru, to fatalny pomysł, głównym efektem będzie przecież zahamowanie rozwoju, a nie emisji CO2. Zresztą żeby te limity ustalić sprawiedliwie, należałoby policzyć za ostatnie sto lat. Głodni dorwali się wreszcie do stołu, a obżarci pouczają ich o konieczności odchudzania się.

MEP. pisze...

>kwik
To, ze ktos jest UWAZANY za outsidera w jakiejs kwestii nie jest dla mnie wystarczajacym argumentem. Ci, ktorzy przestrzegali przed mechanizmami, ktore doprowadzily do dzisiejszego kryzysu rynkow finansowych, tez byli kiedys uwazani za outsiderow, prawda?
Ja nie potrafie zajac jednoznacznego stanowiska w kwestii nieuchronnosci ocieplenia klimatu i jego ewentualnych przyczyn; uwazam jednak, ze powazne podejscie do ograniczenia emisji zanieczyszczen na pewno nie zaszkodzi.
To, co obserwuje oscyluje jednak miedzy podejsciem doktrynerskim , a zupelnie lekcewazacym problem. Zrownowazony rozwoj powinien byc rzeczywiscie zrownowazony.
W Polsce bedziemy z tym mieli ogromny klopot. I chodzi tu nie tylko o ceny energii, ale i cala polityke rozwoju, wynikajaca chocby z zapoznien cywilizacyjnych, potrzeby restrukturyzacji sektora energetycznego czy inwestycji.
Wydaje mi sie jednak, ze istnieja u nas spore rezerwy, bo np. Niemcy maja wiecej samochodow, ktore przejezdzaja wiecej kilometrow na mieszkanca, wieksze domy i mieszkania (ogrzewanie!) wyposazone w wiecej sprzetu AGD itp, a mimo to ilosc emisji na mieszkanca o wiele nizsza niz w nie tak nasyconej dobrami Polsce.
Obnizenie energochlonnosci/emisji do poziomu przewidzianego przez KE nie nastapi z dnia na dzien, nie nastapi tez w ciagu kilku ani kilkunastu lat.
Pakiet klimatyczny przyjety w ksztalcie proponowanym przez Komisje bylby dla nas katastrofa.
I nie ma wiekszego sensu w momencie, gdy z gry wylaczone sa np. Chiny i Indie, ktore moglyby nawet obnizyc emisje pod warunkiem, ze sie im za to zaplaci. Kto mialby to zrobic? I za co? Wole nie myslec, ze za fundusze uzyskane z aukcji pozwolen na emisje...

kwik pisze...

@ MEP.
Bycie outsiderem jest jednocześnie faktem, ktoś uważany za outsidera już nim jest. Ale ponieważ prawdy nie da się ustalić demokratycznie, to czasem właśnie outsiderzy mają rację. Pół wieku temu to Keeling był outsiderem, przyznawanie mu racji zajęło mnóstwo czasu.

CO2 nie jest zanieczyszczeniem, w tym sensie, że (niemal) wszystko co żyje oddycha tlenem i produkuje CO2. Dopóki nie zaczęliśmy masowo spalać nagromadzonych kopalin była równowaga, rośliny wiązały CO2 na bieżąco. Na razie stale wzrasta emisja CO2, a liczba roślin się zmniejsza. Można oczywiście wydawać coraz więcej zarabiając coraz mniej, ale długo tak się nie da.

MEP. pisze...

>kwik
Nie bede sie spierac, bo to, co Pan napisal brzmi logicznie, ale wsrod zanieczyszczen zawsze wymieniano tlenki wegla, dlatego uznalam CO2 za zanieczyszczenie sensu stricto.
A w pozostalych sprawach np. w kwestii zycia ponad stan, sie zgadzam. Mam nadzieje, ze przezyjemy jeszcze 50 lat i przekonamy sie, ktorzy outsiderzy mieli racje.:)

kwik pisze...

@ MEP.
Za 50 lat będzie mi już raczej wszystko jedno.

CO2 nie może być zanieczyszczeniem, bo mielibyśmy zanieczyszczone wszystkie napoje gazowane (z piwem i szampanem włącznie). Dziury w serze też są od CO2. Nawet ciasto drożdżowe jest pulchne od CO2. Zresztą w każdym naszym oddechu jest ok. 5% CO2. Nie wypadałoby oddychać w towarzystwie.

MEP. pisze...

Panie kwiku,
no przeciez przyznalam Panu racje. Przyznalam, prawda? Poniekad.:-))))

kwik pisze...

@ MEP.
Tak, poniekąd. Ale nie mogłem się oprzeć, żeby nie napisać o dziurach w serze.

MEP. pisze...

No tak,
a ja sie teraz wstydze oddychac...:)

kwik pisze...

@ MEP.
Proszę się nie wstydzić, to tylko 5%.

MEP. pisze...

Przypomnialo mi sie,
ze kiedys jakis przeciwnik teorii o ocieplaniu sie klimatu w zwiazku z emisja CO2 zaproponowal, by jej zwolennicy w ramach akcji przeciwdzialania na 15 minut wstrzymali oddech...;)

kwik pisze...

@ MEP.
Pomysł bez sensu, bo wtedy w wydychanym powietrzu jest więcej CO2. Natomiast im człowiek mniej myśli, tym mniej wydycha - proponowałbym raczej wyłączenie mózgu.

MEP. pisze...

>kwik
W zamysle, jak sadze, bylo to, ze po 15 minutach juz by w ogole nie oddychali...

kwik pisze...

@ MEP.
No tak, trafiony zatopiony. Rekord świata wynosi co prawda 17 minut, ale przeciętny człowiek 15 nie wytrzyma. Być może zasugerowałem się też minutami ciszy, które trwają znacznie krócej.