sobota, 23 kwietnia 2016, 06:15

głupie unijne przepisy

Z typowym dla siebie biurokratycznym oderwaniem od rzeczywistości UE wprowadziła kiedyś obowiązek pytania o zgodę operatora przeglądarki na zapisywanie przez nią ciasteczek (fasowanych od dawna przy praktycznie każdym kontakcie przeglądarki z dowolną stroną internetową), próbowałem się dopatrzeć jasnych stron tego pomysłu i nie umiałem. A jednak — już po kilku latach (prawo podobno obowiązuje od maja 2011) — gotów jestem uwierzyć że są, a przynajmniej mogą być. To się jeszcze okaże, ale podobno prawo ciasteczkowe może zostać użyte przeciw producentom kontentu dyskryminujących konsumentów używających ad-blokerów, czyli oprogramowania blokującego gówno którego nikt nie chce oglądać, a i tak musi (reklama dźwignią handlu). Bo żeby ad-blokera wykryć trzeba wymacać czy użytkownik go używa, a wg prawa ciasteczkowego nie wolno nikogo macać bez jego wyraźnej zgody. Nim przejdę do niepokojącej refleksji odsyłam do (mojego) źródła dobrej nowiny: Ad-blocker blocking websites face legal peril at hands of privacy bods.

No cóż, jeśli z nawet najgłupszego przepisu da się kiedyś zrobić dobry użytek, to można śmiało uznać że nie ma głupich przepisów, że one tylko cierpliwie czekają na zaistnienie sprzyjających okoliczności. Jak dzielna kupa na której się jakiś niedoszły morderca kiedyś poślizgnie i przez to nikogo nie zabije. Mnóżmy więc durne przepisy, jak zajdzie potrzeba to kij się zawsze znajdzie.


DODANE: w komentarzu pod linkowanym tekstem Hanff twierdzi że mieszka w Polsce. Hm, prawie jak Snowden. Ale gdzie on widział beczkę wódki za 30 zł?

piątek, 12 lutego 2016, 19:07

przez laksacje do leguminy

Co sprzedawał handlarz legumin w połowie XIX wieku? Tę zagadkę sprzed ośmiu lat uznaję za ostatecznie wyjaśnioną:

LE

Wtedy nikt z pozornie zainteresowanych nie zajrzał do Słownika Lindego. Ale może wtedy słownik ten nie był jeszcze zeskanowany. Zresztą do tej pory istnienie tego dzieła nie całkiem dotarło do hasła Słownik języka polskiego w naszej Wikipedii.


DODANE: zgodnie z sugestią AJ zajrzałem też do późniejszego o prawie 100 lat słownika tzw. warszawskiego i tam jest tak:

Ponieważ tym razem próba ściągnięcia zazipowanej całości (tzn. całego jednego tomu słownika) trwała barrdzo długo (jak się okazało 126,8 MB) spróbowałem dostać się do hasła inaczej. Chyba tego nie było wcześniej, a może nie widziałem, ale pojawiła się możliwość (opcja) konwersji DjVU do HTML5, co pozwala już oglądać skompresowaną do formatu DjVU zawartość naszych cyfrowych bibliotek w praktycznie każdej porządnej przeglądarce bez żadnych wtyczek, hura:

balsam

— Balsam! Aha!… Jakiś czarnoksiężnik w Taurogach chciał mi sprzedać balsam, o którym powiadał, że kto się nim wysmaruje, ma być od szabli, szpady i włóczni bezpieczen. Kazałem go zaraz wysmarować i trabantowi pchnąć dzidą, wyimaginuj sobie… na wylot przeszła!…

Nie wiedzieć czemu dostępne online Potopy przepisują z błędem "wyimajnuj", tak jak to się kiedyś zecerowi zdarzyło. Niektóre np. Wolne Lektury poprawiły — na wyimainuj.