piątek, 2 grudnia 2016, 07:20

to jeszcze nic

Panie, to jeszcze nic. Jeszcze za Gierka byłem na koloniach, w Polanicy. No i dojechała tam później trójka dzieci, z Sosnowca. Nudy tam straszne były na tych koloniach, woda w basenie śmierdząca, jak pojechaliśmy na wycieczke to się autokar zepsuł. No i dasz pan wiarę, akurat jednego dnia te wszystkie dzieci z Sosnowca umarły. Jeden się udusił kotletem, drugi - taki rudy - zaraz potem spadł z drzewa i kark skręcił, a dziewczynkę wieczorem zabrało pogotowie i też umarła.

wtorek, 23 sierpnia 2016, 19:35

completely nierozczłonkowane

Tłumacz Google'a wie, że rozczłonkowane to dismembered, ale wykłada się na nierozczłonkowanych. A przecież od tego należało zacząć.

niedziela, 21 sierpnia 2016, 15:58

przerwa na zawisaka

Chwasty mi raczej nie przeszkadzają, niech sobie rosną. Nie znoszę tylko przytulii i jak widzę to wyrywam. Bo czepia się wszystkiego i do wszystkiego. Doprowadziło mnie to zdumiewającego odkrycia. Otóż — nikt by nie zgadł — uczepiła się nawet hasła Inflatable pigs on Roger Waters' tours, które (dziś przynajmniej) jakimś cudem linkuje do hasła o niej! Podobno tego paskudnego zielska używano do napychania materacy (stąd po ang. beadstraw), przyszło mi zatem do głowy, że oprócz świń dymanych Waters posłużył się też kiedyś świnią wypchaną. Ale nie, na świni namalowany był Wuj Sam z tasakami, które pewnie początkowo linkowały gdzie trzeba, dopiero potem wskutek typowej dla Wikipedii erozji zaczęły przez przekierowanie linkować do przytulii. Wszystko przez to, że tasaki i przytulia to po ang. tak samo, cleavers. No więc jednak nie, nie było Wuja Sama z przytuliami w rękach na świni Watersa na festiwalu Coachella.

A chciałem tylko wyjaśnić, czy gąsienice zmrocznika przytuliaka (Hyles gallii) żerują także na przytulii czepnej, bo jeśli tak, to gotów jestem zrewidować swój stosunek do niej i przestanę wyrywać. Bo kontakt z tym zawisakiem dostarczył mi chwilę niezapomnianych przeżyć. Wypatrzyłem go jak odpoczywał i zrobiłem kilka zdjęć żeby ustalić jak się dokładnie nazywa, że jakiś zawisak to od razu wiedziałem. Myślałem że zacznie latać dopiero pod wieczór, ale gdy wróciłem za kilka minut już latał. Błyskawicznie obleciał kilka okolicznych różowych jasnot i tyle go widziałem. Byłem zupełnie nieprzygotowany, zaskoczony jak zwykle. A zwierzątko niesamowite, z profilu wygląda na króliczka, a lata trzepocząc skrzydłami jak ptak. I szybko. Podobno zawisaki długo rozgrzewają się przed startem. Może wieczorem, gdy jest już chłodno, ale nie w środku dnia, przy 25 stopniach. Ten niestety na pewno rozgrzewał się krócej niż kilkanaście minut. Między ostatnim zdjęciem siedzącego i nieudanym zdjęciem (na automatycznym ostrzeniu) latającego minęło 5 minut. Muszę jeszcze poczytać o automatycznym ostrzeniu w przypadku obiektów poruszających się na nieruchomym tle. Bo na ręcznym ostrzeniu tak szybko latajacych obiektów chyba nawet nie warto próbować fotografować.

Hyles gallii Hyles gallii Hyles gallii
I nawet na tak beznadziejnym zdjęciu Hyles gallii da się rozpoznać.