niedziela, 3 maja 2009, 23:25

Vaccinium myrtillus

Vaccinium myrtillus

Vaccinium myrtillus

Ma cudowne właściwości: "Świeże owoce mają działanie rozluźniające przy zaparciach i jednocześnie przeciwbiegunkowe." (wg Wikipedii)
DODANE: jagoda czyli borówka

jagoda czyli borówka

Rozmieszczenie synonimów V. myrtillus L. w gwarach. Mapka z artykułu Elżbiety Belcarzowej: Czarne jagody, borówki i ich synonimy. – Język Polski XL, 1960, 281–291. (ukradziona stąd)

12 komentarzy:

andsol pisze...

que saudades de borówka...

kwik pisze...

Zmusiłeś mnie do wysiłku, ale niewielkiego.

referent Bulzacki pisze...

Rzeczywiście, jakoś nostalgicznie. Całkiem przystojna. I smaczna, prawda. Takiej to dobrze. Pewnie nawet wszyscy ją lubią. Jak Panią MEP ;)

pytania pisze...

Z mapy wynika, że to co zbierałem w lesie za chałupą, a co występuje w ilościach pozwalających w latach urodzaju używać grabi to omam i ułuda. Albo ananas. Dziwna mapa. Na tzw. odzyskanych ziemiach ani borówki ani jagody nie uświadczysz. Kończą się na granicy z 1939 roku. A może zbierane są w milczeniu?
Ukłony
T.

kwik pisze...

@ referent Bulzacki - owszem smaczna, ale mam bardzo przykre wspomnienia związane z nadmiernym spożyciem jagód.

kwik pisze...

Telemachu, wstrzemięźliwość językoznawców jest chyba łatwa do wytłumaczenia, na ziemiach tzw. odzyskanych pojawiła się ludność z zupełnie innych obszarów, w dodatku przemieszana. Porządnej mapki pewnie nie dałoby się zrobić.

pytania pisze...

Panie Kwiku - a mnie akurat te obszary wydają się lingwistycznie fascynujące. Bo wieśniak z okolic Lwowa a i ten z okolic Wilna nie ochrzścił jagody (bądź borówki)na nowo po przybyciu w okolice Wrocławia lub Zielonej Góry. Migracje odbywały się wcale nie tak przypadkowo, będąc np. z takiego Stanisławowskiego lub Tarnopolskiego trafiało się gdzieś na dolny Sląsk, a nie na Pomorze. Tam trafiało się z Wileńszczyzny raczej. Fascynujący temat moim skromnym zdaniem. Podejrzewam raczej, że u podstaw takiego a nie innego przedstawienia danych leżały w roku 1960 względy ideolo. Mojemu tatce wpisano jako miejsce urodzenia Iwano-Frankowsk w ZSSR mimo że urodził się w Stanisławowie w Polsce. Obawiam się, że radzieckie borówki nie miały prawa się nazywać bo i po co komu kłopot.
Zdjęcia mi się spodobały bo kolorowe i wzbudzają apetyt. Choć z tego co widzę to kwiecie raczej niż owoc.
Ukłony.

kwik pisze...

Owoce będą za niecałe dwa miesiące, pod warunkiem, że trochę popada, bo susza straszna. Ale dziś akurat trochę pada.

Być może dziwność mapki wyjaśniona jest w artykule, podpis pod nią mówi, że: "Mapka zrobiona na podstawie materiałów MAGP", ale mnie to nic nie mówi, bo nie wiem co to MAGP. Ale masz rację, temat fascynujący i chętnie bym obejrzał jakąś mapkę demonstrującą wymuszone wędrówki ludów w i po II WŚ. Sam ze strony wszystkich dziadków i babć jestem mazowiecki, co trochę usprawiedliwia moje lenistwo w tej dziedzinie.

kwik pisze...

Ruszyłem jednak głową, uznałem że GP to pewnie gwary polskie (wynika z kontekstu). Chodzi więc chyba o "Mały atlas gwar polskich".

andsol pisze...

Co mi przypomina tutejszy dowcip: "u nas go wołają komar, a u was?" - "A u nas nie wołają a sam leci".
Ale to gadanie bez sensu, bo borówki nie latają.

kwik pisze...

Latają i biegają, inaczej rosłyby tylko w jednym miejscu.

telemach pisze...

Szczerze mówiąc, liczyłem w skrytości ducha, że po upływie tygodnia odnajdzie Pan jakieś godne sfotografowania i refleksji kłącze. A tu nic. Powoli kończą mi się Pańskie zasoby archiwalne i ogarnia mnie w pewnym sensie niepokój.