Pokazywanie postów oznaczonych etykietą samiec. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą samiec. Pokaż wszystkie posty

środa, 28 sierpnia 2019, 07:47

męska rzecz

Jezdnia tak oblodzona, że z trudem trzymałem się na nogach. Sunęła na mnie ogromna ciężarówka, w ostatniej chwili zdołałem jeszcze uskoczyć. I tak spierdzieliłem się z kanapki na podłogę, obijając sobie tylko łokieć i jakąś kość nad dupą.

Tego typu zaburzenia snu u starzejących się mężczyzn zwiastują nadejście choroby Parkinsona (patrz: The prodromes of Parkinson's disease). Ale na pocieszenie — żaden mężczyzna nie poleci z tak drobnym problemem do lekarza, już prędzej zrobi to obity przez niego partner łóżkowy. Tak więc zapewne brak odpowiedniego zwiotczenia mięśni w fazie REM występuje dużo częściej niż choroba Parkinsona, ale dane mamy tylko dla tych później zdiagnozowanych, a nie dla całej reszty zdrowych.

Na chorobę Parkinsona zapada mniej więcej dwa razy tyle mężczyzn co kobiet. Nie wiem natomiast ile jest badań/publikacji dotyczących tej choroby u jednej i drugiej płci, podejrzewam że nieproporcjonalnie więcej uwagi zajmuje choroba Parkinsona u mężczyzn. Warto jednak zauważyć, że mężczyźni zapadają na chorobę Parkinsona wcześniej, a w ogóle żyją krócej.

Podobno na wczesnych stadiach choroby Parkinsona dobrze robi aktywne życie seksualne (patrz: The PRIAMO study: active sexual life is associated with better motor and non‐motor outcomes in men with early Parkinson's disease). Niestety brak tego efektu u kobiet. Mimo to uważam, że zdrowe społeczeństwo powinno stale zachęcać do aktywnego życia seksualnego (nawet jeśli nie wszystkim pomoże, to na pewno nikomu nie zaszkodzi). A trudno samemu zaczynać gdy już ma się pierwsze objawy.

sobota, 13 grudnia 2014, 08:15

dlaczego warto być idiotą

Powszechnie wiadomo, że mężczyźni — szczególnie po alkoholu — wykazują skłonność do ryzykownych, więc czasem autodestrukcyjnych zachowań. Zostało to nawet ostatnio dobitnie pokazane w The Darwin Awards: sex differences in idiotic behaviour, autorzy oczywiście wyważają otwarte drzwi pokazując, że silna męska przewaga wśród zdobywców Nagród Darwina nie jest kwestią przypadku.

Minimum dociekliwości każe tu dostrzec oczywisty paradoks — jeśli męscy idioci wykazują tak wyraźną skłonność do usuwania swoich genów z puli, to przecież już dawno powinni się byli całkiem usunąć, dlaczego więc wciąż ich tak dużo? Czemu selekcja akurat tu — przynajmniej pozornie — nie działa? Albo działa, nie dając jednak widocznych efektów. Poniżej myślę sobie na głos, bezczelnie ignorując szkodliwe polonizacje "dobór" (ang. selection) i "dostosowanie" (ang. fitness — sprawność rozrodcza, miara sukcesu rozrodczego) — u mnie jest selekcja i fitnes.

  • selekcja płciowa. Istnieją (dostatecznie liczne) kobiety, które wolą idiotów. Ubytek genów idiotów z puli kompensowany jest więc wyższą rozrodczością takich samych idiotów, którzy akurat mieli więcej szczęścia. Idiotów z pokolenia na pokolenie nie ubywa, bo ich fitnes netto jest taki jak reszty.
  • selekcja krewniacza (jej wariant). Siostry idiotów wykazują wyższą rozrodczość lub żyją dłużej, tak czy owak mają wyższy fitnes niż reszta kobiet i kompensują w ten sposób niższy fitnes męskich krewniaków. Jeśli np. obecność brata czy wujka z reguły działa antykoncepcyjnie albo nawet dzieciobójczo, to jego ubytek (byle w porę) automatycznie zwiększy fitness krewniaczki.
  • brak selekcji bo męski idiotyzm jest kulturowy. Owszem, tak to nawet wygląda, ale kultura działa przecież na/poprzez "naturę", każdy osobnik reaguje na nią po swojemu. Naturalna nieodporność na kulturowo proponowane zachowania autodestrukcyjne też musi być kompensowana wyższym fitnesem samych idiotów albo ich krewniaków. A więc w praktyce to samo co powyżej.
  • brak selekcji bo męski idiotyzm nie jest genetycznie warunkowany (nie jest dziedziczny), lecz wywoływany losowo przez zaburzenia rozwoju albo czynniki zewnętrzne, np. efekt uboczny jakiejś infekcji. To drugie by było ciekawe. Patrz toksoplazmoza.
  • brak selekcji bo wszyscy mężczyźni to tacy sami idioci. Ich idiotyzm jest nie tyle podbijany płcią, co nierozerwalnie z nią związany. Nie ma różnic międzyosobniczych, nie ma więc materiału do selekcji. Od biedy dopuszczam taką możliwość.
  • brak selekcji bo męski idiotyzm wymyka się selekcji, objawiając się poza okresem płodności. Niemożliwe, bo przecież szczególnie dotkliwie dotyczy młodych mężczyzn, zresztą andropauza jest mocno przereklamowana.

DODANE:
  • brak selekcji bo ofiarami męskiego idiotyzmu równie często jak sami nosiciele są nienosiciele (i nawet nie dostają Nagród Darwina).

czwartek, 3 grudnia 2009, 03:11

ojciec skraca życie

Manabu Kawahara and Tomohiro Kono. Longevity in mice without a father. Human Reproduction, 2009; DOI: 10.1093/humrep/dep400

Głupi to ma szczęście, ledwo miesiąc temu dywagowałem, czemu mężczyźni żyją krócej, a już dziś okazało się, że nawet nie trzeba być samemu samcem. Żeby żyć krócej, wystarczy być choćby samca potomstwem. Bo myszy, które ojca nie mają, żyją dłużej. I nie chodzi tu o sieroty, tylko o myszy poczęte bez udziału samca, nie licząc Japończyków, którzy je zrobili własnoręcznie z dwóch jaj (jedno wystąpiło w roli plemnika). Tak jest, sprawdziłem, Manabu i Tomohiro to imiona męskie.

Taką dwumatczyną (ang. bi-maternal) mysz na pewno nie jest łatwo zrobić, więc z konieczności porównywano niewielkie grupy, po 13 samic w każdej (to chyba jasne, że potomstwo dwóch samic musi być samicą — jeśli nie, przypomnę, że samice nie mają chromosomu Y. Więc do grupy kontrolnej też wzięto same samice, żeby było sprawiedliwie). Myszy dwumatczyne żyły średnio aż o 30% dłużej. Można rzucić okiem na wykres, gdzie zaznaczono śmierć każdej myszy (chyba zgubili jedną niebieską):



Chociaż nieco mniejsze, myszy dwumatczyne są całkiem normalne albo przynajmniej nieźle udają. Nie wiadomo dlaczego żyją dłużej. Nie mają działającego genu Rasgrf1 (bo działa tylko kopia dziedziczona po ojcu) rzekomo odpowiadającego za szybki wzrost zaraz po urodzeniu. To pewnie tłumaczy dlaczego są mniejsze. No i mają więcej eozynofilów, warto jednak zauważyć, że przecież obie grupy myszy były wolne od chorób i pasożytów. Ciekawszym tropem wydaje się więc spowolniony wzrost noworodków.

Początkowy rozwój potomstwa ssaków odbywa się wyłącznie kosztem samicy. Najpierw ciąża, potem karmienie mlekiem. Samiec nawet gdyby chciał niewiele pomoże. U ptaków może się wykazać już na etapie wysiadywania jaj. Co ciekawe, u ptaków, tak jak u reszty gadów (ptaki to dinozaury) zdarzają się przypadki rozwoju z niezapłodnionych jaj (partenogeneza). U ssaków nigdy. Wiemy już dlaczego partenogeneza u ssaków jest niemożliwa — winna jest odmienna modyfikacja niektórych genów matki i ojca (tzw. piętnowanie genomowe). Nie wiemy jeszcze po co to wszystko. Popularna hipoteza wiąże piętnowanie genomowe z konfliktem interesów obu rodziców, co brzmi dość sensownie — samce tak modyfikują geny, by ich potomstwo rosło kosztem matki, a matka tak, by wzrost potomstwa utrzymać w ryzach. Ale dlaczego męskie piętno skraca życie? Może podkręcanie tempa rozwoju i wzrostu zarodków oraz noworodków wiąże się ze słabszą kontrolą tych procesów. A myszy dwumatczyne rosną powoli, ale dokładnie.

Przy okazji znalazłem coś ciekawego o moich ulubionych długowiecznych nietoperzach: Life history, ecology and longevity in bats. Teraz już wiem, że dłużej żyją nietoperze mające mniej potomstwa.
DODANE: na BBC - Men's genes 'may limit lifespan'
DODANE: miałem nadzieję, że mój tytuł "ojciec skraca życie" jest już tak debilny, że nie do pobicia. A jednak - w Rzepie dali "Nasienie skraca życie". Wypadałoby życzliwie skomentować, tym bardziej, że żadna inna polska gazeta nie odważyła się wspomnieć o dziwnym doświadczeniu Japończyków. No więc spróbuję. Tłumaczenie (zdaje się na podstawie tekstu z BBC News) jest słabe. Ang. sperm to po polsku plemnik albo plemniki, nigdy sperma. Sperma mówimy potocznie o nasieniu, ang. ejaculate, ale poważnej gazecie w kąciku naukowym tak mówić nie wypada. Są tam jeszcze i inne błędy, ale najważniejsze, że nie przekręcili nazwy genu ani nazwiska naukowca. Dzięki temu można pod Rasgrf1+Kono wyguglać trzy tysiące znalezisk i naczytać się do upadłego.
DODANE: Gdyby nie męskie geny, żylibyśmy dłużej? (PAP w wp.pl).

W końcu jest i w Wyborczej: A jednak seksmisja?

wtorek, 27 października 2009, 01:44

dlaczego mężczyźni żyją krócej

Myszy żyją maksymalnie cztery lata, podobnej wielkości nocki dożywają lat czterdziestu. Idealnie normalna zdrowa mysz nie będzie żyć dłużej, ale można ją zmusić — myszy z popsutym receptorem hormonu wzrostu dociągają pięciu lat. Z naszego punktu widzenia im dłużej, tym lepiej, ale Natura jak zwykle ma własne zdanie — myszy nie powinny żyć zbyt długo. Krótkowieczność najwyraźniej dobrze im służy.

Podejrzewam, że skracanie życia starych dominujących samców Homo też czemuś służyło. Presja selekcyjna na pewno pojawiła się już w plejstocenie (bo tak chce Pop EP), ale szczególnie nasiliła się wraz z koncentracją władzy i powstaniem hierarchii wojskowych oraz kapłańskich (w neolicie). Ciekawe czy u tzw. ludów pierwotnych różnice w długowieczności obu płci też są wyraźnie zaznaczone.

Muszę jeszcze wiele popracować, by moja śmiała koncepcja dorównała koncepcjom Konecznego. Na razie udało mi się ustalić średnią wieku członków Biura Politycznego KPZR w chwili, gdy u nas podpisywano porozumienia sierpniowe (1980). Wikipedia w haśle gerontokracja podaje: 70 lat.
Rozmyślania nad ewolucyjną optymalizacją długości męskiego żywota zaindukowane notką mrzywda kęska u nameste.
DODANE: aż wstyd, że nie wspomniałem o golcach, bo też drobne gryzonie, a żyją do 30 lat i nie chorują na raka!

DODANE: co łączy golce, nietoperze i słonie? Trudno je zabić. Golce mieszkają pod ziemią, nietoperze latają w nocy, słonie są b. duże. To od tego zrobiły się długowieczne. Człowiek zresztą też, od czasu gdy ma ogień i celnie rzuca już nie jest łatwą zdobyczą.