poniedziałek, 4 kwietnia 2011, 20:42

korzystamy

Dobrze jest regularnie ponarzekać na język polski, nikt inny za nas tego nie zrobi. Dziś pragnę zwrócić uwagę Państwa na to, jak zadziwiająco dwuznacznie potrafimy korzystać:
1. «mieć pożytek z czegoś, wyzyskiwać coś»
2. «użytkować coś, posługiwać się czymś jako narzędziem, środkiem itp.»

Sabotaż i dywersja wkrada się oczywiście wraz z drugim znaczeniem. MożemyZaczynamy więc korzystać np. z zatłoczonych autobusów, z brudnych toalet, z narkotyków, ze wspólnych igieł. Nie warto szukać więcej przykładów, prędzej czy później same się znajdą.

10 komentarzy:

Anonimowy pisze...

Niestety, Panie Kwiku, ale nie ma Pan racji. A żeby było bardziej na czasie, powiem inaczej: "można mieć uzasadnione wątpliwości w związku z Pana twierdzeniem". Sam nie jestem tzw. specjalistą, ani nie chce mi się teraz grzebać w wikiediach etc., ale zasada decorum czy kontekstowość użyć pojęć wieloznacznych jest czymś tak naturalnym jak... powiedzmy ludzkie zdziwienie (podobno).

Pisząc, co zostało napisane, oparł się Pan na jednej nodze. Tymczasem nogi są zawsze dwie i się ich nie bierze z osobna, bo z osobna nie służą temu do czego zostały pomyślane. Całkiem bez sensu, można powiedzieć.

Pozdrawiam,
referent

kwik pisze...

Oczywiście że można, a nawet należy. Ale też lubię być na czasie, więc "przestrzegałbym przed takimi prostymi wnioskami". Przecież nie o rację mi chodzi, tylko o wzięcie pod uwagę. Proces działa w dwie strony, nie tylko kontekst precyzuje znaczenia, ale i znaczenia ustawiają kontekst.

Moim zdaniem używanie ze szkodzeniem sobie nie powinno nigdy być określane jako korzystanie, to erozja języka. Podane przeze mnie przypadki są oczywiście ekstremalne, ale weźmy np. "korzystam z systemu operacyjnego Windows". Tu naprawdę trzeba obszernego kontekstu, żeby rozstrzygnąć czy autor wypowiedzi rzeczywiście odnosi jakieś korzyści czy raczej sobie szkodzi (i co sam myśli o tym). Pierwszy naiwny odbiór będzie chyba taki, że faktycznie nie tylko używa ale i korzysta. A nie że używa, ale nie korzysta.

Anonimowy pisze...

-->Kwik

"Znaczenia ustawiają kontekst", to rzecz jasna. Ale nie każdy, dowolny czy arbitralny. Słowem, ostatecznie i tak wracamy do zasady decorum, której istnienie -- proszę wybaczyć, że tak sformułuję swoją drobną uwagę do Pana jakże wartościowego i ciekawego wywodu -- odrzuca Pan, tworząc poniekąd sztuczny problem. Innymi słowy, nikt kto posługuje się dostatecznie językiem polskim i rozpoznaje relacje społeczne, względnie ma wyczucie w, pardą, akcie komunikacji, nie powie jak Pan sugeruje, że można powiedzieć (zerodować mowę ojczystą).

---
"Moim zdaniem używanie ze szkodzeniem sobie nie powinno nigdy być określane jako korzystanie, to erozja języka".

;-) Gdyby to jeszcze było takie proste. Niech Pan, Panie Kwiku, powie (przyjmijmy roboczo i nie spierajmy się o plus minus sto lat) dwustu latom użyć tego pojęcia: "proszę tak dalej nie robić!". Zobaczymy, czy posłuchają ;-) Tak generalnie wrzucam ten wątek, bo to na inny temat.

Czołem,
referent

kwik pisze...

Tym razem ja poproszę o wybaczenie - Pańskie stwierdzenie, że nikt kto sprawnie posługuje się językiem polskim i ma wyczucie w akcie komunikacji, nie zrobi jakiegoś błędu jest zupełnie jałowe. To raczej postulat niż opis rzeczywistości; naprawdę jest odwrotnie, rozpoznajemy czyjąś sprawność językową i komunikacyjną między innymi właśnie po braku błędów. A co będzie, jeśli komuś uznawanemu przez Pana za sprawnego językowo jednak się zdarzy? Przerzuci go Pan błyskawicznie do kategorii niesprawnych czy raczej nieco się zdziwi?

Ma Pan rację, "proszę tak dalej nie robić!" działa słabo, zwykle wcale, może nawet indukować przekorę. Ale mnie nie o to chodzi, niech sobie robią. Chciałem tylko zachęcić do automatycznej refleksji nad każdym "korzystam" - używam, ale czy korzystam?

referent Bulzacki pisze...

Jak to co zrobię z takim baranem, co kaleczy język ojczysty? Wrzucę go do grupy nędznych pachołków Rosji. W każdym razie nie uważam, żeby mógł o sobie mówić: "Polak". A już na pewno nie z dumą. Zresztą nie oglądam TVN i TVN24, a zapewne tylko tam można usłyszeć taką nowomowę.

Wracając jednak do rzeczy, jak zacznę zastanawiać się nad tym, co mówić, to nic z siebie nie wyduszę. A jak zacznę się zastanawiać nad tym, co mówię, to pewnie nawet zamilknę. Dziękuję za taką radę.

tichy pisze...

"Dopóki nie skorzystałem z Internetu, nie wiedziałem, że na świecie jest tylu idiotów."

No, gdy każdy może skorzystać z Google'a, pytanie o autora złotej myśli - znanego skądinąd inaczej - jest trywialne.

Pisząc to, korzystam ze szklanki wody, bo mi się chce pić.

Czy jeszcze ktoś mówi "spragniony"?

kwik pisze...

Na pewno częściej niż złakniony. A spragniony ma związek z prażeniem? Ciekawy wyraz, inni Słowianie chyba tego nie mają. Tzn. mają, ale praga to próg albo bród, bez związku z pragnieniem.

Polski jest wielce zagadkowym językiem. Proste pragnę dużej kobiety będzie całkowicie niezrozumiałe dla reszty Słowian. W przeciwieństwie do chcę małej żony.

tichy pisze...

No, nie tyle chodzi mi o etymologię "pragnienia", co o to, że proste słowo zostało wyparte przez dziwaczną konstrukcję ("chce mi się..."). Taki los nie spotkał słowa "głodny" - czemuś - bo koegzystuje zgodnie z "chcemisie".

NB, Praga - prażenie, wypalanie (np. lasu pod orkę) owszem Słowianie mają, i to multum, zaś "próg" dla Prahi mało prawdopodobny, bo akurat tam Wełtawa żadnych progów nie ma, ani nie miała (- za wiki).

Taka moda na uładnianie jezyka - właśnie jak z tym "korzystać", bo "używać" - jakby zbyt szaro, nieciekawie.

No, uzusy bywają ciekawe, zwłaszcza w relacjach międzyludzkich - "Jan korzystał ze służącej" vs. "Jan użył slużącej" (pominę "użył se z")...

kwik pisze...

Głodny jest krótkie, spragniony długie. Jak komuś naprawdę bardzo chce się pić, to zwięzłe pić! jest maksymalnie adekwatne, jestem spragniony sprawia zaś wrażenie, jakby autor komunikatu chciał sobie raczej pogadać.

Skłonność do zbędnego udziwniania wypowiedzi jest powszechna, choć można nad nią zapanować. Ale prostota nie jest nagradzana.

Najlepiej "Jan miał służącą" (też nieco dwuznaczne).

tichy pisze...

No - ale się pojebakulczyło.

Skojarzenia - biblijne. Ale te nie są na topie.

Kwik, zastanów się, zanim zaczniesz mieszać w tym polskim, naszym powszednim, języku.