niedziela, 30 lipca 2017, 05:47

boża krówka

To nie będzie podprogowa reklama "Biedroń na prezydenta" ani kolejny pretekst do publikacji własnoręcznie wykonanych materiałów ilustracyjnych. Przeczytałem właśnie brexitowe biadolenia Parrisa The Conservatives are criminally incompetent (za paywallem, ale można znaleźć, tyle że nie warto) i boleśnie uderzył mnie kontrast między cytowaną tam wersją rymowanki do startowania biedronki i znaną mi z dzieciństwa jej polską wersją.

Tu wtręt dla młodych czytelników: dawno dawno temu brakowało zabawek, więc dzieci bawiły się tym co wpadło im w rączki. Bywało różnie, z drobnych zwierzątek chyba najlepiej traktowane były biedronki zwane bożymi krówkami. Z biedronką nie robiło się nic, wystarczyło wystawić palec z biedronką w górę, a ta dzięki naturalnej skłonności wspinała się na jego czubek i tam startowała. Wędrówka biedronki była okazją do wypowiedzenia krótkiej rymowanki sprawiającej wrażenie, że panujemy nad sytuacją.

W angielskiej wersji jest: Ladybird, ladybird fly away home, your house is on fire and your children are gone
W polskiej natomiast: Biedroneczko leć do nieba, przynieś mi kawałek chleba.

34 komentarze:

tichy pisze...

No cóż, tamci mieli inną historię niż my, stąd inne zaklęcia mimo tych samych składników.

kwik pisze...

Mieli inną. Ale ciekawym aspektem postępującej demokratyzacji jest przejście od mieć historię do samemu tworzyć historię. Czasem z jeszcze gorszym skutkiem, chociaż te ofiary zwykle nie szły na marne.

W przypadku odfruwającej biedronki można się pocieszać, że efekt zaklęć i tak niezmienny, biedronka znika.

tichy pisze...

@kwaik

Nie każdy tworzy historię. Historia wybiera tych, co ją tworzą.

kwik pisze...

Grząski grunt, zresztą dywagacje o roli jednostki w historii chyba już dawno wyszły z mody. A że to co podrzuciłeś wygląda na temat na wypracowanie, złośliwie dorzuciłbym "w kontekście Brexitu".

kuzynka.edyta pisze...

Gdyby dzieci w Irlandii poznały polską wersję, to pewnie też chętnie by ją recytowały, prosząc biedronkę o kawałek chleba. Przez setki lat część Zjednoczonego Królestwa, w którym panowała niewyobrażalna bieda. Irlandczycy przeżyli kilka klęsk głodu, ostatnią w XIX wieku.

Ciekawe, że obydwie rymowanki, choć różne w treści, nawiązują do smutnych zdarzeń.

kuzynka.edyta pisze...

oczywiście, "w której panowała"

kwik pisze...

Irlandzkie dzieci to chyba o kawałek ziemniaka. Co ciekawe podczas tamtej potwornej klęski głodu Irlandia eksportowała duże ilości żywności, dobry przykład gdy chcemy nieco szerzej objaśnić dzieciom jak działa niewidzialna rynku ręka.

tichy pisze...

Sporo wersji ukrainskich:

https://uk.wikipedia.org/wiki/%D0%A1%D0%BE%D0%BD%D0%B5%D1%87%D0%BA%D0%BE_(%D0%B4%D0%B8%D1%82%D1%8F%D1%87%D0%B0_%D0%B7%D0%B0%D0%BA%D0%BB%D0%B8%D1%87%D0%BA%D0%B0)

W jednej - zamiast chleba piwo.

I ta z dziećmi też jest, tylko w kontekście najazdów tatarskich.

kwik pisze...

Szkoda tylko że brak jednej kanonicznej i zrymowanej, wielość wersji może świadczyć o niedawnej eksplozji kreatywności. Z drugiej strony ukraiński (nie tylko) przechował archaiczną nazwą bożej krówki, soneczko, z czasów kiedy słońce było bogiem. Ale skąd polska biedronka? Etymolog wyklęty Bańkowski zdaje się sugerował że to od staropolskiego wiodro, czyli 'upał, słoneczna pogoda'. Po kaszubsku wiodro to podobno po prostu pogoda. Ale jak się wysyłało biedronkę po chleb to trudno nie skojarzyć z biedą. Niestety taka naiwna etymologia to zwykle żenada.

tichy pisze...

Niezupełnie.

Przyznaję, ta ukrainska wiki mnie zaskoczyła mnogością nazw (z których tylko jedną raczyłeś, kwiku, zauważyć - inne dają do myślenia, np. "żydojka" (ale tu już może andsola by trzeba wezwać na konsultacje), wielość interpretacji, a nawet mnogość rzeczy, ktorych od tej biedronki chciano - co oblast' to co inszego, tu kiełbasę, tam piwo, gdzie indziej masełko, lub prognozę pogody na żniwa, albo nawet jakość żony na żeniaczkę.

Dlaczego historiozofia biedronkowa na niwie anglosaskiej taka uboga - jedno, i tylko jedno?

Może nie każda nacja miała swojego Kolberga, z którym po kraju?

kwik pisze...

Podstawową funkcją języka jest komunikacja, dlatego należałoby oczekiwać rozsądnego umiaru czyli maksymalnie dwie, trzy nazwy znanego wszystkim obiektu. Nisze językowe to zwykle efekt izolacji, więc takie bogactwo nazw najprościej wyjaśnić przez brak kontaktów między użytkownikami języka. Nie ma co się przesadnie chwalić bogactwem lokalnego folkloru, świadczy ono że kraj zacofany i słabo zaludniony, infrastruktura uboga, brak dróg i mostów.

W polskim mamy np. kilka lokalnych nazw ziemniaka, z czego tylko dwie funkcjonujące powszechnie. Dziś jesteśmy już tak zhomogenizowani że lokalne nazwy nie powstają.

tichy pisze...

???

To ukraińskie wielonazwy i wielowierszyki - to jakieś wykroczenie przeciwko newspeak?

kwik pisze...

Ustosunkowałem się przede wszystkim do Kolberga i angielskiej oszczędności. Prezentowane w ukraińskim haśle bogactwo wydaje mi się nieco podejrzane, a nie chce mi się sięgać do źródeł żeby ustalić kiedy i jak zbierano ten materiał. Odpowiednio natarczywy etnograf wyciśnie folklor z każdego.

tichy pisze...

@kwik

Rozumiem, że masz coś przeciw.

kwik pisze...

Wręcz przeciwnie, wyraziłem ino swe zastrzeżenia. Zaglądając do hasła oczekiwałem tylko, że poznam ukraińską wersję "biedroneczko leć do nieba", a nie że zostanę zasypany bogactwem ukraińskiego folkloru. Zdaje się zebranym przez ukraińskiego Kolberga, Nomysa pod koniec XIX wieku. Sam przyznasz że trochę trudno się w tym połapać. Oczywiście z dwojga złego lepiej gdy hasło jest zbyt obszerne niż zbyt ubogie, kijek łatwiej ostrugać niż pogrubić, a zainteresowanego trudno znudzić. Ale ja nie byłem zainteresowany badaniem ukraińskiego folkloru okołobiedronkowego, dziwiłem się tylko jak długo przechowała się polska bieda w dziecięcej rymowance.

telemach pisze...

Ciekawe. Najwidoczniej relacje dziecinno-biedronkowe mają charakter uniwersalny bo w niemieckich landach od wojny trzydziestoletniej grasuje pioseneczka o ponurym raczej wydźwięku:

Maykäfer, flieg!
Der Vater ist im Krieg.
Die Mutter ist im Pommerland.
Und Pommerland ist abgebrandt

Jest to podstawowa wersja, ale są regionalne odmiany. Podobnież nawiązuje do potworności wojny (w czasie wojny trzydziestoletniej Szwedzi na zmianę z Francuzami zamienili Pomorze w bezludną krainę trupiego odoru i pogorzelisk).

W każdym razie i tutaj nieprzyjemne skojarzenia są nieuniknione.

kwik pisze...

To może być śliska sprawa, bo biedronka to Marienkäfer, a Maikäfer czy Maykäfer to chrabąszcz. Ale na szczęście jest też Maikäfer jako jedna z nazw biedronki. Chrabąszcze też łapałem, karmiłem nimi kury. Kury nie były zachwycone bo nie były głodne, ale chrabąszcze są smaczne i zdrowe. Natomiast biedronki raczej niejadalne. Dlatego podejrzewam że wojenna rymowanka odnosiła się oryginalnie do biedronek, a potem pokręcili.

Michał Babilas pisze...

Dobry wieczór! Ostatnio jest modne straszenie się biedronką azjatycką (Harmonia axyridis). Nie dość, że niejadalne, to niesmaczne. I mało nie zabiły (ale jakiegoś imigranta, więc z polskiego, narodowego punktu widzenia sprawa nie jest jednoznaczna moralnie).

kwik pisze...

Biedronką azjatycką próbują straszyć już od dziesięciu lat, ale koszmarna historia kulturysty (jak widzę pojawiła się w brytyjskich brukowcach w listopadzie zeszłego roku) mocno przebija wszystkie dotychczasowe. Na razie ugryzienia biedronek wywoływały najwyżej reakcje alergiczne, teraz padło mocne oskarżenie że "they carry a fungal disease in their saliva" (mają w ślinie chorobotwórcze grzyby) czyli może skończyć się sepsą grzybiczą, tak jak u Rezamanda. Pytanie tylko co jest prawdą w tej historii, a co domysłami.

Że miał sepsę i mógł stracić nogę albo nawet życie to chyba jasne. Że miał kontakt z biedronkami azjatyckim też. Nie wiadomo tylko, czy go taka rzeczywiście ugryzła, a jeśli nawet, to czy sepsy dostał właśnie od tego. Nie znam się na sepsach grzybiczych, ale coś mi się zdaje że opisana reakcja jest zbyt piorunująca jak na zakażoną grzybem powierzchowną rankę. Nie znam się też na kulturystach, ale wątpię że normalny dorosły człowiek opisałby ugryzienie przez nieco większą biedronkę jako "sharp pain", zdaje się typowy opis to "bites sting slightly" czyli lekkie pieczenie. A w miejscu ugryzienia powinna pojawić się niewielka opuchlizna. Podejrzewam więc, że ten ostry ból był pierwszym wyraźnym objawem rozwijającej się już wcześniej sepsy, a nie efektem ataku biedronki. Skojarzenie z dziwnymi biedronkami powstało dużo później, dopiero pod wpływem dociekliwych pytań przesłuchującego lekarza.

Na razie NHS też chyba nie widzi powodu do biedronkowej paniki. A przy masowych pojawach nawet nasza biedronka (siedmiokropka) jest mocno uciążliwa.

Michał Babilas pisze...

No, sprawa była sprawozdawana i opisana jak pogryzienie przez warana z Komodo niemalże.

Co do samej biedronki azjatyckiej, to ona sobie szła do nas ze wschodu, ale niespiesznie i być może jeszcze dekady mogłyby minąć, zanim by naturalnie ("na piechotę") doszła. Ale jest sobie firma Koppert, która ma ambicje wymyślać coraz to nowe biologiczne metody zwalczania chorób i szkodników roślin. Teraz już nie mają tego w ofercie, ale jeszcze osiem lat temu sprzedawali APHI-RID, czyli larwy biedronki azjatyckiej.

kwik pisze...

No tak, kolejny przykład niezwykłej skuteczności rozwiązań naturlanych. Jak widzę w sitemap.html ciągle im siedzi: "APHI-RID (Harmonia axyridis (multicoloured Asian lady beetle)) Targets many species of aphids of all stages. APHI-RID is recommended as a corrective measure when aphid populations increase, and aphids appear in colonies. Always use APHIPAR/ERVIPAR and APHIDEND for continuous aphid control." Tylko że link przekierowuje teraz na jakąś starą stronę do logowania dla "Commercial Growers".

Zdaje się sprzedawali po 250 larw w opakowaniu i ciekaw jestem co robili żeby nie zeżarły się nawzajem. Abstrahując od nieetyczności (i pewnie nielegalności) wprowadzania gatunków inwazyjnych, pomysł i tak był chybiony, bo jak już się same rozlazły i rozmnożyły to trudno było sprzedać w kolejnych latach. Gdyby to były larwy biedronki modyfikowanej genetycznie, nie mogące się przepoczwarczać w postaci dorosłe bez sekretnego, nie występującego w naturze dodatku do pokarmu, gotów byłbym zaakceptować. Ale to już nie byłby produkt naturalny, tylko straszne GMO.

kwik pisze...

Znalazłem (choć nie wiem czy jedyną słuszną) mapę oryginalnego zasięgu biedronki azjatyckiej, faktycznie mocno azjatyckiego (choć trudno wytłumaczyć, dlaczego zatrzymała się akurat na granicy Kazachstanu). Można podejrzewać, że tam gdzie występuje jako biedronka numer jeden, dzieci nie bawią się w startowanie biedronek do nieba, bo ryzyko ugryzienia jest zbyt duże. Tak więc zwyczaj startowania bożej krówki do nieba, zmodyfikowany odpowiednio po przyjęciu chrześcijaństwa, byłby typowy tylko dla Europy. Pytanie tylko czy biedronka azjatycka naprawdę aż tak gryzie.

tichy pisze...

@kwik

Buedrunki można zakupić tanio w sporej ilości:

https://www.amazon.com/1500-Live-Ladybugs-Guaranteed-Delivery/dp/B00533KOIC

Znam osobę, co zakupiła, bo na jej balkonie mszyce bez litości pożerały kwiatki.
Zakupiwszy, wypuściła. I rzeczywiśce, po nocy ani jednej mszycy. Takoż na sąsiednich balkonach, co było niesprawiedliwe, bo sąsiedzi skorzystali z biedronkowej usługi za darmo.

A jak dalej - to nie wiem, nawet nie wiem jak by się można było dowiedzieć. Przypuszczam tylko z racji spaczenia zawodowego, że zasięg rażenia był normalny - silny blisko punktu zero, i drastycznie redukowany w miarę odległości.

Co do rzechowywania dawnych bied w dziecięcych rymowankach - na niwie anglosaskiej litertura jest przebogata, co rymowanka, to straszliwe wydarzenia z przeszłości, plagi gó głownie.

W polskich rymowanakch - mało co. Ponieważ są dla infantów, więc koniecznie muszą być infantylne.

Choć, zastanawia "tu sroczka kaszkę warzyła. Temu dała na paluszek, temu dała na garnuszek, tu nic nie dała, a temu łepek urwała i - frrr! - odleciała".

Brrr!

(nie pamiętam dokładnie, bo jak widać - brakuje jednego palca).

ALbo - "idzie rak, nieborak, jak ugryzie będzie znak" (najazdy niemieckie, tatarskie, szwedzkie...?)

Albo "idzie kominiarz po drabinie, fiku-miku już w kominie". Wypadek przy pracy, nieprzstrzeganie BHP, czy też alegoria rozbiorów RP?

Natomiast niczego złowieszcego nie mogę się doszukać w "wlazł kotek na płotek...".

kwik pisze...

To są porządne amerykańskie niegryzące biedronki Hippodamia_convergens ("great for kids, birthday parties, school projects") i nie wysyłają ich za granicę. Tak powinno być.

Rymowanki przenosiły się nie tylko z dziecka na dziecko, ważną rolę w transmisji rymowanek odgrywały też opiekunki dzieci i ich gusta. Albo doraźne potrzeby. Stąd terroryzowanie rozbrykanych dzieci strasznymi puentami typu "łepek urwała" czy "jak się zbudzi to was zje". Biorą pod uwagę ogromną niegdyś śmiertelność dzieci wszelkie takie groźby mogły robić wrażenie.

Michał Babilas pisze...

(Re: "łepek urwała" czy "jak się zbudzi to was zje") To jest przecież i tak softcore. Wystarczy otworzyć Jachowicza (Stanisława), tam co strona to trup, albo i kilka.

tichy pisze...

@kwik

A może znasz jakiś portal, gdzie są porządne rymowanki i miłe, infantylne piosenki dla dzieci, ktore by dziecka nie wystraszyły?

Bo co ja znajduję, to jest - jak tu mowią - "creepy", np.:

https://www.youtube.com/watch?v=2XPDxcObwrU

albo to:

https://www.youtube.com/watch?v=AsncQLK6dOg

kwik pisze...

@ Michał Babilas - mylisz chyba Jachowicza z jakimiś przekładami z Hoffmanna ("a paluszki na podłodze", "kto nie je zupy ten umrzeć musi"), u Jachowicza zwykle sielanka.

kwik pisze...

@ tichy - faktycznie okropne, ale może dzieciom się podoba (a potem wyrosną). Dawno już nie zabawiałem dzieci, więc nie jestem okurantny, nawet nie wiem gdzie i jak szukać.

kwik pisze...

@ Michał Babilas - no tak, Jachowicz tłumaczył Hoffmana, stąd nieporozumienie.

kwik pisze...

@ Michał Babilas - i w końcu nie wiem czy faktycznie tłumaczył, zaczynam wątpić, w haśle Staś Straszydło pierwszy przekład (długo po śmierci Jachowicza) jest anonimowy, drugi Wacława Nowakowskiego. W haśle Jachowicz ani śladu o tym, że tłumaczył Hoffmana.

kuzynka.edyta pisze...

Jeszcze odnośnie pochodzenia biedronki, nigdzie nie udało mi się trafić na wersję wiedrunka/wiodrunka. Za to w słowniku J. Karłowicza (1900) przytoczono mnóstwo innych nazw. Ciekawe, że i w języku polskim, i w czeskim, i niemieckim, nazwa owada miała/ma konotacje religijne. W angielskim również.

Kto jest autorem najładniejszej definicji biedronki? Niewątpliwe pan Ignacy Włodek:

"Biedrunka - robak z rodzaiu krowek malowanych."

Definicja musieć spodobała się też Samuelowi Linde, bo wykorzystał ją w swoim słowniku.

Dzieci lubią makabreski. Choć może niekoniecznie tak drastyczne, jak te przytoczone wyżej.

Z klasyki: There was an old lady who swallowed a fly

Pamiętam jaką furorę zrobiła kilka lat temu piosenka Dumb Ways to Die. I chyba nadal jest popularna, sądząc po liczbie wyświetleń i świeżości komentarzy.

kwik pisze...

Konotacje religijne wynikają pewnie z tego że biedronka leci do nieba (ale nie wiem czy akurat do słońca). Biedronka została powszechnie przechrzczona, a przecież owad tak rzucający się w oczy wszędzie musiał mieć starsze nazwy. Rozczarował i zaskoczył mnie Kluk, wymienia co prawda dużo gatunków, włącznie z tą inwazyjną azjatycką, ale poza tym ani słowa. A wszystkie pod jedną nazwą rodzajową: stonka. Gdyby nie wtrącone t podobne do ukraińskiego сонечко. Biedronka wtedy musiała być jedną z nazw lokalnych i najwyraźniej dopiero później weszła do powszechnego użytku. A stonka została reutylizowana.

Nie wiem czy wszystkie dzieci lubią makabreski, miałem jedną znajomą która bardzo nie lubiła. Z drugiej strony kiedyś nie było wyboru, jeszcze niedawno trzeba było samemu patroszyć ryby, kury czy nawet większe zwierzęta. Nie było bieżącej wody i kanalizacji, much za to było pod dostatkiem, latały prosto z obory albo sracza do kuchni i topiły się w zupie. Próg wrażliwości musiał być wysoko, inaczej dziecko umarłoby z głodu. Kto nie je zupy ten umrzeć musi.

kuzynka.edyta pisze...

W sumie od wiedrunki do biedrunki jest bardzo blisko, gdy przyjąć, że w jest rosyjskie. Tyle że po zamianie wszystkich liter, d, r oraz u psują koncept i wychodzi biegunka.

Angielskie dzieci lubią. Zapewne historia i kultura też mają na to wpływ. Czy przeciętne polskie dziecko wie, jakie jest żródło powiedzienia "pleść jak Piekarski na mękach"?. Możliwe zresztą, że nawet tego zwrotu nie zna. A tu dzieci co roku recytują "Remember remember the fifth of November" i wiedzą kto to był i jak skończył angielski Piekarski. Albo Halloween, kiedy piecze się ciasteczka w kształcie zakrwawionych, obciętych palców, albo kupuje cukierki wyglądające jak gałki oczne.

kwik pisze...

Dobrze to ujęłaś, żonglując literkami można zrobić wszystko, np. wywieść biedronkę od baranka. Wypada jednak pamiętać, że jest też roślina biedrzeniec, kiedyś ważna leczniczo. Więc uczciwa etymologia musi obsłużyć oba organizmy. Pierwszy z linków z tego komentarza z wątku o słowiańskich nazwach biedronki zaprowadził mnie do publikacji Lunta: Old Church Slavonic bedrъno, która chyba najlepiej wyjaśnia pochodzenie obu nazw. Niestety publikacja jest za paywallem, można tylko przeczytać pierwszą stronę albo wyciągnąć półczytelną wersję z kesza Google'a. Ale esencja jest w streszczeniu:

OCS *bedrъnъ 'rich' is attested only once, in the form bedrъno. It has no relation to bъdrъ 'vigilant' and bъdĕti 'be awake'. It is cognate with Sanskrit bhadraḥ 'good fortune, auspicious', and establishes an IE *bhed-r- rather than the bhā̆ad- posited by earlier investigators. From the same base are formed Slavic names for the herb burnet saxifrage and the ladybug, both of which are associated in Slavic belief with good luck and prosperity.

I na tym poprzestanę.

Zamach Piekarskiego trudny do wykorzystania, więc chyba nic dziwnego że utrwalił się jedynie w wychodzącym z użycia powiedzonku. Złośliwi twierdzą, że torturowany cytował tylko Pismo Święte.