środa, 16 sierpnia 2017, 02:36

coto leci

Zdjęcia z wczorajszego przelotu. Tak jak leciało, ale kilku okazów brakuje. Szczególnie z początku gdy zastanawiałem się czy w ogóle warto. Pewnie nie, ale co szkodzi.

12 komentarzy:

Michał Babilas pisze...

Każdy awers ma swój rewers. Zresztą wszystko, co miało wczoraj lądować na Okęciu pomiędzy 12 a 13 było o mniej więcej 30-50 minut opóźnione.

kwik pisze...

Można tylko mieć nadzieję, że w przyszłości problem zostanie konstruktywnie rozwiązany za pomocą przepływu informacji. Nie była to przecież parada niespodzianka.

Przy okazji ujawniła się budująca postawa: "kapitan samolotu, który miał o godz. 11.55 wylecieć do Warszawy chciał, by informować pasażerów o przyczynie opóźnienia, żeby nie bali się, że może być ono spowodowane usterkami maszyny, którą mają lecieć."

Michał Babilas pisze...

Problem chyba nie w przepływie informacji, tylko w priorytetach: ciepła woda w kranie (normalne funkcjonowanie największego lotniska cywilnego kraju) versus godnościowy fajerwerk (parada lotnicza).

Anonimowy pisze...

Myślałem, że na Kaszuby lecą...

junoxe

kwik pisze...

@ Michał Babilas - impreza planowana była od dawna, więc nawet jeśli rzeczywiście istniała potrzeba/konieczność chwilowego zamknięcia lotniska można było zrobić to maksymalnie bezboleśnie. Takie imprezy mają wiele aspektów, np. są atrakcją dla dzieci, więc na pewno nie tylko fajerwerk godnościowy.

kwik pisze...

@ junoxe - tak jak widziałem to wszystkie leciały na południe, więc raczej nie tam.

telemach pisze...

@kwik:

"Takie imprezy mają wiele aspektów, np. są atrakcją dla dzieci,"

w takim razie biedne te polskie dzieci, wydaje mi się.

kwik pisze...

Niesłusznie, trochę biedne pewnie są, ale na pewno nie dlatego że chcą oglądać sprzęt latający. Przelot był ciekawy i udany, pogoda dopisała, nikt nie zginął. Nie ma co krytykować. Choć oczywiście gdyby np. jakaś grupa śmigłowców nie wystąpiła z powodu udzielania pomocy ofiarom klęski żywiołowej miałoby to duży walor edukacyjny.

Michał Babilas pisze...

No dobrze: więc fajerwerk godnościowy i atrakcja dla dzieci. Jak dla mnie wciąż za mało po stronie "ma". Taką mam pracę, że dużo latam: przeciętnie cztery loty (segmenty) tygodniowo, na ogół po Europie, zazwyczaj przez Warszawę, najczęściej LOTem. LOT (a wraz z nim Okęcie) przeżywa coroczny 'summer meltdown' pogłębiony tym, że lotnisko w tym roku przekroczyło zakładany poziom wydolności (we wszystkich możliwych aspektach - liczba pasażerów, liczba operacji, obsługa handlingowa i techniczna, miejsca postojowe, pasy startowe, drogi kołowania, przepustowość kontroli paszportowej i bezpieczeństwa).

Przesiadkowy (hubowy) model funkcjonowania LOTu powoduje, że pojawiają się spiętrzenia (fale przylotów i odlotów), a ewentualne opóźnienia kumulują się na zasadzie efektu domina czy kuli śniegowej (jeden spóźniony samolot opóźnia następne, które czekają na pasażerów transferowych). LOT funkcjonuje bez marginesu bezpieczeństwa (normalne jak na wstającego z kolan bankruta) i źle reaguje na nieuniknione zdarzenia losowe typu awarie samolotów, pogoda (burza, mgła), urlopy/zwolnienia inżynierów z techniki i chłopaków z handlingu (handling to akurat firma zewnętrzna, na której LOT skądinąd nie potrafi wymusić przestrzegania standardów).

Tak więc zastanowił bym się trzy razy zanim dodałbym LOTowi dodatkowy kłopot w postaci nawet chwilowego zamknięcia przestrzeni lotniczej nad Warszawą. Każda, mówiąc slangiem, IRROP (irregular operation) generuje dla linii lotniczej mnóstwo kłopotów (pasażerów trzeba realokować na inne rejsy, często nie własne, a niekiedy i przenocować) oraz kosztów (treść i wykładnia rozporządzenia 261/2004 jest już powszechnie znana i egzekwowana). Minęły te czasy, kiedy panienka z okienka mogła powiedzieć pasażerowi "Miał pan lecieć do Chicago dzisiaj, ale poleci pan w przyszłym tygodniu w środę; proszę już iść i nie zawracać mi głowy", teraz wszyscy roszczeniowi i awanturujący się.

Ja zawsze wybiorę zarabianie na chleb a nie igrzyska, ale każdy sobie te rachunki musi sam przeprowadzić.

kwik pisze...

Chleb jest tani jak barszcz, najwięcej wydaję na mieszkanie, koty, alkohol i gadżety. Co tydzień tyle godzin stoję w korkach że nie umiem się przejąć drobną nieregularnością funkcjonowania Okęcia. Dlaczego akurat lotnisko ma działać dużo sprawniej niż cała reszta, chyba tylko na zasadzie fasady, potiomkinowskiej wioski. Dwa lata temu na pół roku spalił się Most Łazienkowski, to dopiero była nieregularność.

Masz sporo racji, ale czyje priorytety są ważniejsze? Dlaczego mamy piastować akurat narodowego przewoźnika, jednocześnie lekceważąc inne narodowe problemy? Radosna defilada odbyła się na tle zamiecionej na trzy dni pod dywan klęski żywiołowej, że przy okazji ucierpieli uzależnieni od przesiadki na Okęciu to już naprawdę drobiazg.

Mnie wkurwiają wszelkie nieregularności. Bo świat działa 24h na dobę, przez cały tydzień, bezlitośnie. Obfitość świąt połączona z i tak już słabą, źle działającą infrastrukturą oraz silna tendencja do cotygodniowego dezorganizowania życia daje całkiem przewidywalne efekty. Z pewnością nie jest to kraj dla ludzi potrzebujących coś pilnie zrobić. Albo chorych, rannych czy wrażliwych. Spróbuj np. pomóc potrąconemu przez samochód psu czy kotu. Natomiast rześki emeryt w rodzaju pana Jowialskiego nie powinien narzekać. Zawsze jest o czym gadać.

Michał Babilas pisze...

No ale ja nie oczekuję, że akurat Ty będziesz się przejmował, skoro państwo polskie (właściciel i LOTu i Okęcia) się zupełnie nie przejmuje, bo ma inne priorytety (a Ty je jeszcze uzasadniasz: bo dzieci dobrze się bawiły).

kwik pisze...

Jedna defilada w roku może, a nawet powinna być. Nie ma już na szczęście przymusowego poboru, a chętnych do wojska trzeba skądś brać.