poniedziałek, 11 lipca 2016, 05:53

zaćmienie

Z pewnością każdy dociekliwy kibic chciałby wiedzieć co za ćmy z tak dużym poświęceniem uatrakcyjniały marny finał ME 2016. Powiem krótko — błyszczka jarzynówka (Autographa gamma). Nie znam się co prawda na ćmach, ale ta jest łatwo rozpoznawalna.

czwartek, 30 czerwca 2016, 06:04

tango

Wszystkie tanga są takie same.

poniedziałek, 27 czerwca 2016, 09:01

piłka nożna

niedziela, 5 czerwca 2016, 00:08

paź królowej cd.

Na starość pewnie każdy zaczyna się powtarzać, cóż począć. Kilka lat temu znalazłem w rowie całkiem nieruchliwego pazia, zrobiłem mu zdjęcie kieszonkowym Coolpiksem L16 i wrzuciłem na bloga. Potem pazie jakoś zniknęły mi z oczu. Dziś kilkaset metrów od miejsca znalezienia tamtego pazia zobaczyłem kolejnego. Tym razem latał i latał, ledwo przysiadł i zaraz znowu gdzieś leciał. Ale udało mi się zrobić kilka zdjęć na których widać że ma filuternie zakręcone antenki i interesuje się jakąś rośliną z rodziny selerowatych na której najwyraźniej składa jaja. Wszystko wskazuje na to, że pazie się lęgną na tej łączce pod lasem, spróbuję poszukać gąsienic.

Papilio machaon Papilio machaon

Przy okazji nieco zlatany rusałka osetnik (Vanessa cardui), też dość duży ale pospolity. Lata setki kilometrów, a w formie larwalnej żre wszystko (oprócz ostów i pokrzyw jeszcze ze trzysta innych roślin). Taki raczej nie wyginie od globalnego ocieplenia.

Vanessa cardui

piątek, 27 maja 2016, 22:22

pieprzony czosnaczek i zaburzenia owipozycji

Pierwszego maja zamiast na pochód poszedłem do lasu. Przy drodze rosły dość apetycznie wyglądające krzaczki, czyściutkie, jeszcze niepogryzione. Po kwiatach (cztery białe płatki na krzyż) sądząc z pewnością kapustowate (dawniej krzyżowe). Trochę rzeżuchy jeszcze nikomu nie zaszkodziło więc skosztowałem. Jak na zielsko nie najgorsze. W domu sprawdziłem co to.

Czosnaczek (Alliaria petiolata). We Francji jedzą, ale czego tam nie jedzą. Czosnaczek stał się jednak znany z innego powodu, zawleczony (już dawno temu) zarasta lasy w USA i Kanadzie. Przy okazji wypada zauważyć że nasze dżdżownice też (i jeszcze bardziej) pustoszą amerykańskie lasy, co akurat jednemu czosnaczkowi jest na rękę. Źle więc tam piszą o naszych pracowitych dżdżownicach i aromatycznym czosnaczku, aż przykro czytać. Ale ich lasy, mają prawo. Natomiast w ramach czarnego piaru czosnaczek został dodatkowo oskarżony o niszczenie amerykańskich bielinków, w tym rzadkiego już bielinka wirginijskiego. Głupie bielinki składają jaja na czosnaczku, a potem okazuje się, że gąsienicom jednak nie smakuje i zdychają z głodu. Albo się trują, mniejsza z tym (tak wygląda mądrość przyrody w praktyce). No cóż, wymaganie od ofiary żeby dała się bez problemu zjeść, a w dodatku była smaczna i zdrowa to już lekka przesada. Niech raczej amerykańskie bielinki poduczą się botaniki albo wyewoluują sobie umiejętność trawienia czosnaczka. Nasze potrafią czyli można.

Czosnaczka przywlókł człowiek, ale podobnie udane inwazje obcych gatunków zdarzały się zawsze. Nowy wygrywał, rodzime gatunki ginęły albo wycofywały się na bezpieczne, choć mniej atrakcyjne pozycje. Bez inwazji i innych rewolucji ewolucja ślimaczyłaby się niemożebnie. Nie wiem czy akurat problem amerykańskich bielinków z czosnaczkiem wynika z ich suboptymalnej umiejętności wybierania miejsc składania jaj w porównaniu np. z rusałkami, które postępowo zamieniły przednie odnóża w specjalne narządy rozpoznawania roślin. Ale to niezły konkretny przypadek pokazujący jak niedostatek inteligencji i w rezultacie plastyczności może stać się przyczyną zguby. Przy okazji, redukcja pierwszej pary odnóży u rusałek jest silniej zaznaczona u samców, które rzecz jasna jaj nie składają. Więc początkowo nie chodziło o rozpoznawanie roślin, tylko raczej coś związanego z kopulacją. Jeśli te spekulacje są coś warte, to bielinki będą też kopulować łatwiej, chętniej i ogólnie bardziej bez sensu niż rusałki. Gdyby nie konieczność zapłacenia $40 za pierwszą z brzegu hermetyczną prackę o kopulujących bielinkach może bym zaczął zgłębiać temat. No way. Widzę tylko jak spektakularnie dymani są nieszczęśni badacze niszowych zagadnień. Namęczą się, a potem i tak prawie nikt nie czyta.