czwartek, 6 lipca 2017, 18:51

grauniad

https://www.theguardian.com/us-news/2017/jul/06/donald-trump-warn-future-west-in-doubt-warsaw-speech

Uparli się żeby podkreślić jak mały jest plac Krasińskich i częściowo się udało:

According to Polish press reports, Trump was enticed to Warsaw by promises of a rapturous reception. The Polish government, which paid for supporters to be bussed in from provincial areas, appeared to have delivered, as the president was greeted by a boisterous, highly partisan, crowd in Krasinski Square, one of Warsaw’s smaller public spaces.

...

Some of Trump’s supporters were also disgruntled. Most of the space in Krasinski Square, Warsaw’s fourth or fifth largest pubic space, was taken up by VIP seating and media and security zones, leaving many supporters who had been bussed into Warsaw from the countryside, perhaps early in the morning, to stand in nearby side streets.

Oczywiście podobnych jest od metra.


DODANE (8 lipca) — poprawili.

39 komentarzy:

tichy pisze...

Tyś zrobił 'copy-paste', czy własnoręcznie wystukał?

No, bo Guardian, jaki rzygowaty by nie był, nie napisałby "pubic" zamiast "public"...

kwik pisze...

Nie napisałby, ale jednak. Już poprawili.

Michał Babilas pisze...

"Rzygowaty"? Borze iglasty... A zresztą, nevermind, moja babcia miała rację: nie należy przeceniać ludzi, bo prowadzi to zawsze do rozczarowań.

tichy pisze...

@Babilas

nie podoba Ci się słówko? Mam jeszcze parę równie słodkich w zapasie...

Dobrą chwilę zastanawiałem się, jak się wyrazić, by się nie rozwlekać...

Doceń!

kwik pisze...

Mike Ashley vomited into fireplace at pub meeting, court told

On one occasion Ashley, who is estimated to be worth £2.2bn, is alleged to have challenged a young Polish analyst to a drinking competition at the Green Dragon in which they drank a dozen pints followed by vodka chasers. Jeff Blue, a former banker and colleague who is suing Ashley, said the rules of the drinking game were that whoever left the room first was to be declared the loser.

“After approximately 12 pints and chasers Pawel [Pawlowski] apologised profusely and had to excuse himself,” Blue stated in written evidence submitted to the court. “Mr Ashley then vomited into the fireplace located in the centre of the bar, to huge applause from his senior management team.”

Michał Babilas pisze...

(re: "słodkie słówka") Przecież to świadczy o Tobie, nie o Guardianie, jeszcze nie zrozumiałeś?

tichy pisze...

@Babilas

Ależ zrozumiałem. Od razu! Nie trzeba być docentem.

NB, Twoje zdanie pokazuje, że - niby bez "słówek" - ale potrafisz przywalić.

Przynajmniej tak się Tobie wydaje...


PS. Nie jestem rozczarowany.

Michał Babilas pisze...

A ja owszem. Bo były czasy, gdy pisałeś ciekawie, umiałeś dobierać argumenty i byłeś czytany z zainteresowaniem oraz uwagą. Potem pojawiły się różne znaki (między innymi apologetyka fizyki smoleńskiej na blogu u AndSola), że coś gdzieś pękło, się uprościło i zredukowało do czegoś przykrego i banalnego. Ale może one wrócą, te czasy. Z nadzieją i szacunkiem, MB

tichy pisze...

@Babilas

"apologetyka fizyki smoleńskiej na blogu u AndSola"

Azaliż?

Nieodparcie pasuje któreś "słodkie słówko" również i do Ciebie.

telemach pisze...

Przykro czytać jak szybko dochodzi do wymiany ciosów. Guardian "rzygowaty"?
Może kolega Tichy uzasadniłby i rozwinął? Na czym polega "rzygowatość" tej gazety powszechnie uznawanej za liberalno-lewicową?
Czy rzygowatość odnosi się do liberalizmu czy też do lewicowości? ponieważ jestem czytelnikiem (i dobrze mi z tym raczej) chętnie bym się dowiedział co może być źródłem takiej idiosynkrazji?

telemach pisze...

@Tichy:

I jeszcze jedno. dokonałeś ciekawej transpozycji przenosząc swoje odczucia dotyczące przedmiotu obserwacji na przedmiot sam w sobie. Innymi słowy sugerujesz, że to co odczuwasz
obserwując, jest immanentą cechą przedmiotu obserwacji.
Sorry, ale to nie jest całkiem legit. Nie wówczas gdy się traktuje rozmówcę poważnie.

tichy pisze...

@telemach

Traktowanie rozmówców poważnie?

Primo, poważny rozmówca nie będzie posługiwał się kłamstwem - zarzut "apologetyki fizyki smoleńskiej". Nie będzie posługiwał się protekcjonalną pogardą - "jeszcze nie zrozumiałeś?"


Jak się posługuje, nie jest poważny, ba! - zasługuje na w/w przeniesienie.

Po drugie, ów "przedmiot obserwacji" jest w lwiej części wirtualny. Jest reprezentowany przez słowa i treść tych słów. Bez osobistej znajomości, nic innego nie stanowi o "przedmiocie". Także - słowa tu i teraz, a nie gdzieś tam.

telemach pisze...

@tichy: sugerujesz, że coś się Babilasowi z tą fizyką smoleńską pokręciło?
Ciekawe. Może wobec tego bardziej sensowna byłaby wpierw pewna doza dobrodziejstwa wątpliwości i wyjaśnienie (wpierw) czy przypadkiem nie zaszło nieporozumienie? Sobie i nawzajem.
Imputowanie komuś kłamstwa jest poważnym zarzutem. Zakłada celowość, brak dobrej woli i chęć deprecjacji. Tym samym szanse na (jakiekolwiek) porozumienie radykalnie topnieją. Jeszcze zanim można się zorientować o co w rodzącym się konflikcie tak naprawdę chodzi.

kuzynk.edyta pisze...

@kwik

Zabawny efekt literówki. I brzemienny w skutkach.

tichy pisze...

@telemach

" Może wobec tego bardziej sensowna byłaby wpierw pewna doza dobrodziejstwa wątpliwości i wyjaśnienie (wpierw) czy przypadkiem nie zaszło nieporozumienie?"

Ależ doza była... wpierw. 10-go lipca (nie cierpię kropki po liczebniku wedle ostatniej mody) zapytałem "Azaliż?", nieprawdaż?

Upłynęły dwie doby - żadnej reakcji, w zamian Tyś się odezwał w roli adwokata. Ale też Twa doza dobrodziejstwa wątpliwości nie była zbyt szczodra, więc już nawet nie sugerowałem, ani nie dozowałem, tylko napisałem wprost.


Zdaję sobie sprawę, że mógł zajść przypadek Wiadomości Radia Erewań, ale nie wiem czy ta alternatywa dużo lepsza.

kwik pisze...

@ kuzynka.edyta - ale też zaczęło się od złośliwości, bo w tekście — podpisanym przez aż trzech korespondentów — namolnie dwa razy podkreśla się, że wielkiego tłumu na Trumpie nie było, bo plac mały, a publikę zwieźli autobusami. Jak to kiedyś mówili męscy szowiniści, złość piękności szkodzi.

Chyba największa wpadka Guardiana (przynajmniej ostatnio) to jak dali się wpuścić w maliny Elfwickowi z tekstem ‘Alt-right’ online poison nearly turned me into a racist.

kuzynka.edyta Guardianist[k]a pisze...

@kwik

Wiem, że zdarzają im się błędy. Nawet dzisiaj trafiłam na sprostowanie niefortunnego qui pro quo:

"This article was amended on 13 July 2017. A previous version of the standfirst incorrectly referred to Dyne Suh as the Airbnb host; she was the victim of host Tami Barker’s discriminatory remark." (żródło)

Na szczęście zwykle szybko poprawiają ;)

The Guardian wciąż jest jednym z lepszych tytułów wśród mizerii brytyjskiej prasy. W moim otoczeniu, jeśli ktoś sprawdza newsy przy porannej kawie lub kanapce w porze lunchu, to na bank zagląda na stronę Guardiana albo BBC. A są to ludzie raczej ogarnięci, wykształceni i nieobce są im inne portale, także zagraniczne. Guardian jest po prostu lubiany. Również chętnie ich czytam. BBC ostatnio mniej, ale tylko z powodu nadmiaru wiadomości prezentowanych w postaci krótkich video. Zdecydowanie wolę czytać i do szału mnie ta moda doprowadza.

Informację o wielkości Placu Krasińskiego i autobusach poparcia podchwyciły też inne media wraz z TV (chyba). Nie mam telewizora, ale koledzy na drugi dzień przepytali mnie na tę okoliczność, więc możliwe, że wspomniano o tym w wieczornych wiadomościach. Najbardziej zdumiała ich akcja zwożenia ludzi w celu zapełnienia placu. Ciekawostka na miarę gabinetu osobliwości.

Wielkość placu Krasińskich odnotował również NYTimes, wyjaśniając przy tym dlaczego wybrano ten właśnie. Dwóch autorów. A trzeci napisał o autobusach.

kwik pisze...

Guardian i Washington Post to dwie gazety z którymi Snowden podzielił się rewelacjami o kulisach pracy NSA. No więc poważna prasa, nikt rozsądny tego nie kwestionuje. Nie było też moją intencją deprecjonowanie Guardiana, wręcz przeciwnie, wykorzystałem ich raczej przyzwoitą reputację do podkreślenia nieco żenującej wpadki, której można uniknąć za pomocą tanich i prostych środków, tzn. właściwego użycia dobrego spelczeka. Tzn. takiego jak jest na OS X, w Firefoksie czy LibreOffice czyli Hunspella

Od czasu gdy odkryłem, że można tam sememu wyrzucać niepotrzebnie wpisane do słownika spelczeka wyrazy nie mogę się nadziwić, że nikt z tego nie korzysta. Teraz np. widzę, że napisało mi się sememu zamiast samemu i spelczek nie podkreślił. Mam na pulpicie skrót do słowniczka pl.dic od spelczeka i od razu interweniuję. Jak większość ludzi nie piszę o semach, więc z tego że jakiś obsesyjno-kompulsywny popierdoleniec dopisał tam semem (=zbiór semów) raczej nie będę miał pożytku, podejrzewam za to, że skoro raz napisałem sem zamiast sam to pomylę się jeszcze nie raz. Dlatego radziłbym usunąć z angielskiego słowniczka pubic. Dziś już trudno zwalić wszystko na pijanego zecera.

kuzynka.edyta pisze...

Raz piszę "Placu Krasińskiego", za chwilę "placu Krasińskich". Jak mogłabym krytykować Guardiana mając belkę w oku?

A czy tego słowniczka nie da się raz na jakiś czas ściągnąć w nowszej, oczyszczonej wersji? Na większość moich problemów (interpunkcja!) spelczek przeglądarki i tak nie pomoże, literówki mnie nie irytują, więc letnio interesuję się kondycją słownika.

kwik pisze...

@ kuzynka.edyta - jeśli po ang. piszą Krasinski Square to trudno nie zejść na manowce relacjonując.

Wyczyszczony przeze mnie słowniczek powinienem może kiedyś wrzucić do internetu, ale wypadałoby dać przy okazji szczegółową instrukcję jak rozwiązać problem synchronizacji choćby Firefoksa i LibreOffice. Na Maku nie ma problemu, jest jeden słownik systemowy, ale już na Windows czy Linuksie każdy program instaluje swój. I to już się robi temat rzeka, bo rozwiązaniem też jest jeden słownik i linki do niego, co gorsza robienie prawdziwych linków na Windows już nie jest takie proste, i to też należałoby objaśnić. Poza tym ciągle coś z tego słownika wyrzucam, więc wypadałoby pewnie upublicznioną wersję aktualizować. A mnie się oczywiście nie będzie chciało. Jeśli Apple zrobi w końcu porządny komputer w stylu starego Maka Pro albo Microsoft porządny system operacyjny w stylu Windows 7, to obiecuję że się przemogę. A tymczasem będę bezproduktywnie marudził i wytykał.

Interpunkcja jak łatwo zauważyć zmieniała się radykalniej niż ortografia, a na początku w ogóle jej nie było. Wg mnie powinna być minimalna, elastyczna i praktyczna, tzn. taka, żeby dało się bez wysiłku zrozumieć o co chodzi, a syntezator mowy czytał tekst maksymalnie czytelnie. Niestety nasi kierownicy od języka uważają inaczej.

kuzynka.edyta pisze...

@kwik

Dzięki za wsparcie, bo już posypywałam głowę popiołem!

Gorąco popieram ideę uproszczonej, elastycznej i praktycznej interpunkcji. Gdyby gdzieś pojawiła się petycja w tej sprawie, chętnie podpiszę.

Druga mogłaby dotyczyć uproszczenia pisowni wielką/małą literą. Chociaż mam obowiązujące tu zasady [raczej] przyswojone, uważam je za niepotrzebnie zawikłane. Nazwę miasta piszemy wielką literą, jego mieszkańca małą, ale już nazwę państwa wielką literą i jego obywatela też wielką. Członek narodu wielką, ale wyznawca religii małą, w efekcie mamy Żyda i żyda oraz Muzułmanina i muzułmanina. Nazwy geograficzne wielką literą, ale "jeśli nazwa geograficzna składa się z dwóch wyrazów i gdy drugi wyraz jest rzeczownikiem w mianowniku nieodmieniającym się, to wtedy pierwszy człon (wyraz pospolity) piszemy małą literą, a drugi wielką, np.: morze Marmara, jezioro Śniardwy, pustynia Kalahari, wyspa Bali, półwysep Hel"! Wymuszanie na dzieciach, by przyswajały te wszystkie "ale" jest perfidne.

kwik pisze...

No tak, z mieszkańcami jest największy problem, bo w przypadkach aspiracji do autonomii także polityczny. Z religiami też kłopot, np. mimo oficjalnych zaleceń częsta jest niepoprawna i hołdownicza pisownia Świadkowie Jehowy (strach im podskoczyć).

Widzę tylko jedno sensowne rozwiązanie. Nie wiem czy zetknęłaś się z językiem Go (do guglania przez golang). Otóż tam raz na zawsze rozwiązano nierozwiązywalny problem formatowania kodu źródłowego, edytor przy zapisie przepuszcza go przez specjalny program i gust programisty nie ma już nic do gadania. No więc dzieci powinny być zwolnione z nauki zawiłych, bezużytecznych i miękkich regułek (bo i tak raz regułka, a raz tradycja), niech piszą tak, żeby było wiadomo o co chodzi, a resztę załatwi program do formatowania tekstu.

kuzynka.edyta pisze...

Automatycznie formatuje kod bez zgody programisty?! To wbrew gwarantowanym swobodom obywatelskim!

W kwestii zasad pisowni wielkich lub małych liter wolałabym jednak oficjalną reformę. Szwedzi przeżyli zmianę organizacji ruchu drogowego, to my tym bardziej przeżylibyśmy uproszczenie kilku reguł językowych.

O istnieniu języka Go dowiedziałam się jakiś czas temu od Ciebie. Automatyczne formatowanie w Go przypomniało mi o modzie na obsessive code formatting (też chyba wspomnianym na tym blogu). Nie udało mi się teraz znaleźć żadnych ekstremalnych przykładów poza tym, a pamiętam, że widziałam ciekawsze. Widać moda minęła. Zresztą w tej chwili jest mnóstwo plug-inów lub serwisów online formatujących kod. Dużo edytorów ma też wbudowaną taką usługę. Ale pozostawiają wybór programiście! Ty decydujesz, czy chcesz porządek, czy twórczy chaos.

kwik pisze...

Ależ za zgodą, jeśli ktoś decyduje się na Go, to przy okazji zgadza się, że będzie automatycznie formatowany. Nie wiem, może to rozwinięcie kontrowersyjnego przymusu formatowania wcięciami z Pythona - sam pomysł technicznie taki sobie, ale chyba skutecznie zniechęcał osoby z destrukcyjnymi zaburzeniami osobowości. A brak wyboru bywa wyzwalający, pozwala skupić się na czymś innym.

Zdjęcie jak obraz Bruegela, rzuca się w oczy solidny statyw na którym prowizorycznie stoi znak drogowy, w jakimś biedniejszym kraju zniknąłby w nocy bez śladu. Tak, ale trzeba jednak podkreślić, że szwedzka reforma była rozumnie i długo przygotowywana, zacytuję niedokładnie z hasła Dagen H: Wcześniej w referendum z 1955 zdecydowana większość (83%) opowiedziała się przeciw zmianie. By przekonać Szwedów rząd 4 lata prowadził przy pomocy psychologów specjalny program edukacyjny. A u nas reformy robi się na rympał i reformatorzy skarżą się potem, że społeczeństwo nie dojrzało. Fakt że trudno przekonać Polaka, w każdej uczciwej propozycji wietrzy podstęp, łatwiej go oszukać. Na szczęście akurat nasze reformy językowe nie są złe, idą w kierunku zgodności z uzusem.

No właśnie, przy okazji (refleks szachisty emeryta), Tichy pisze "10-go lipca (nie cierpię kropki po liczebniku wedle ostatniej mody)" - ja też nie cierpię, ale zwykle wcale jej nie trzeba, jest do użycia awaryjnego w przypadkach mogących rodzić nieporozumienie. W sumie niezły przykład społecznego odbioru całkiem sensownej reformy mającej ułatwić i uprościć.

kwik pisze...

Chyba mi się rzuciło NA oczy, statyw stoi przed słupem ze znakiem.

kuzynka.edyta pisze...


4-letni program edukacyjny a i tak się pogubili. Lubię to zdjęcie i czasami do niego wracam.

Nie przypominam sobie by kiedykolwiek stawiało się kropkę po liczbie oznaczającej dzień w dacie, no chyba że w zapisie wyłącznie liczbowym: 16.07.2017. Tak samo w przypadku czasu: 7 godzina a nie 7. godzina. Chyba że jakieś zmiany przegapiłam. Ale nawet jeśli, nie zamierzam się do nich stosować.

"A brak wyboru bywa wyzwalający, pozwala skupić się na czymś innym."

Zapamiętam ;)

kuzynka.edyta pisze...

"statyw stoi przed słupem ze znakiem"

To są, kwiku, niuanse. Jesteś zapewne jednym z niewielu, którzy w ogóle dostrzegli statyw na tym zdjęciu.

kwik pisze...

Np. "w latach 1960 i 1970 zeszłego wieku" to nie to samo co "w latach 60. i 70. zeszłego wieku", w tym drugim przypadku kropki mogą się przydać. Ale już "w latach 60 zeszłego wieku" kropka jest całkiem zbędna, nie ma dwuznaczności.

kuzynka.edyta pisze...

Sama napisałabym "w latach 60-tych", ale rzeczywiście, bez kropki też może być.

kwik pisze...

Co można odczytać jako sześćdziesiąt-tych, więc wolę już wariant z kropkami.

kuzynka.edyta pisze...

Rzeczywiście t mogłam sobie odpuścić. Ależ Ty jesteś skrupulatny! Jakiś archiwista czy cóś...

tichy pisze...

Kochani,

Kropka to jest "full stop" albo "period", co i w polskim się odbija - np. we frazie "no i kropka". Kropka.

Liczebniki się odmieniają, i różne formy mają różne końcówki, zaś zastępowanie ich kropką w imię - właśnie, czego? - to czysta (czytaj: brudna) Nowomowa. Nieważne, czy te liczebniki odnoszą się do daty, liczności, porządku, czy czegokolwiek.

Liczebnik to słowo, a słowa należy szanować.

PS. Ale to li tylko ja - nie ma wymogu zgadzania się.

tichy pisze...

@kwik

Pozwól, że zacytuję:

'Np. "w latach 1960 i 1970 zeszłego wieku" to nie to samo co "w latach 60. i 70. zeszłego wieku", w tym drugim przypadku kropki mogą się przydać. Ale już "w latach 60 zeszłego wieku" kropka jest całkiem zbędna, nie ma dwuznaczności.'

Otóż, IMHO oczywiście, pierwszy cudzysłów - to kiepska polszczyzna.

Drugi cudzysłów, IMHO, to sztucznie poprawna i nowoczesna, ale również zła polszczyzna (vide wcześniejszy komentarz)

Trzeci - jednak wcale nie do trzech razy sztuka - też, jak w pierwszym.

Zaś "60-tych", jak już z lenistwa lub pochopności zrezygnujesz, to napiszesz "sześćdziesiątych", i tak dokładnie przeczytasz, bez żadnego podwójnego "t".

No, chyba że masz skłonność do jąkania się... Ale to za mało na regułę obowiązującą wszystkich.

kwik pisze...

@ tichy - naprawdę wystarczy "10 lipca", reguła jest prosta i sensowna: "Dzięki kropce możemy wyraźnie zaznaczyć, że dana liczba oznacza liczebnik porządkowy, a nie główny. Ale gdy z kontekstu wynika, że tylko jedna interpretacja jest możliwa, kropka bywa pomijana." Najwyraźniej nie wiesz, że kropka jest zwykle zbędna i zmagasz się z nieistniejącym problemem. Bo oczywiście jeśli próbujesz zacząć kolejne zdanie (zakończone już kropką) od "10. lipca" to nie wygląda to dobrze.

Gotów jestem Ciebie usprawiedliwić, wyrobiłeś sobie szkodliwą i błędną opinię wskutek działań przygłupich nadgorliwców, którzy rzucili się stawiać te kropki wszędzie, m.in. żeby podkreślić że oni już wiedzą, a inni nie. Nadgorliwość gorsza od faszyzmu. Opór przed wszelkimi zmianami jest naturalny i zdrowy. Ale tępy upór już nie.

Od stawiaczy zbędnych kropek jeszcze bardziej wkurzają mnie debile zamieniający np. "nie mające" na "niemające" w Wikipedii i zaznaczający że poprawili błąd ortograficzny. Akurat to uproszczenie pisowni mnie ciągle razi i razić nie przestanie. Ale wiem przynajmniej z kim mam do czynienia.

tichy pisze...

@kwik

Przyznaję, "10 lipca" wygląda schludniej niż "10-go lipca". Mimo tego optuję za drugim.

Wiesz lepiej ode mnie, na podstawie czego wyrobiłem sobie "szkodliwą i błędną opinię". To nie opinia, to ansa. No... ansa też coś w rodzaju opinii, fakt.

A czemu szkodliwą? Najwyżej sam sobie zaszkodzę (choć nie bardzo widzę jak)...


kwik pisze...

Szkodliwą bo zgoda buduje. A przede wszystkim mógłbyś pożytecznie polec w walce ze zbędnymi kropkami, przez które tekst wygląda jak osrany przez muchy. Muchy niestety pewnie wygrają.

Stronę Rady Języka Polskiego robił chyba syn sąsiada w czynie społecznym, co gorsza nie widać tam jakże potrzebnej wyszukiwarki. Ale można ją wywołać przez link Mapa strony, który otwiera stronę z błędem i przy okazji wyszukiwarką, nowatorski interfejs typu zakładanie gaci przez głowę. Mniejsza z tym, także przez site:.rjp.pan.pl da się znaleźć Zapis liczebników porządkowych gdzie jest to, co już wspominałem i co z radością powtórzę:

Kropka po liczebniku może zostać opuszczona, jeśli z kontekstu jednoznacznie wynika, że użyty został liczebnik porządkowy, np. Chodzę do 8 klasy.” („Nowy słownik ortograficzny PWN”, red. E. Polański, Warszawa 1997, s. XCVIII, zasada nr 87.4.).

Jeśli zatem kontekst wskazuje na to, że został użyty liczebnik porządkowy, kropkę można pominąć.

tichy pisze...

@kwik

A "lata 60", "lat 60", "latami 60" - to pies, czy liczebnik porządkowy?

Przecież odmiana "-te", "-tych", "-tymi" - występuje dokładnie przy liczebniku porządkowym.

Zatem gołe cyfry wystarczą dla poprawności, bo kontekst wskazuje?

Więc po co, i gdzie, i kiedy potrzebna kropka?

kwik pisze...

Zwykle wystarczą. Wrócę do mojego niestarannego/nieudanego przykładu. Kropki są potrzebne rzadko, jeśli np. piszesz "w latach 60 i 70 zeszłego wieku nie zeszła żadna duża lawina" bo ktoś mógłby pomyśleć, że chodzi o dwa konkretne lata 1960 i 1970, a masz na myśli całe dwa dziesięciolecia.

Z podanych przez Ciebie ewentualnie tylko "lat 60" może wymagać kropki, zależy co masz na myśli:
"do lat sześćdziesiątych nie..." to "do lat 60. nie..."
"do lat sześćdziesięciu nie..." to "do lat 60 nie..."
Ale jeśli z szerszego kontekstu wynika, to można pominąć.

tichy pisze...

@kwik

No cóż - będę pisał jak będę chciał. I inni też - niech piszą jak chcą.