wtorek, 26 listopada 2019, 23:17

rafy i raniuszki

Jesień długo ładna była, ale ładna się skończyła. Teraz jest mroczno, chłodno i wilgotno. Na spacer po lesie raz w tygodniu trzeba iść, a z braku bodźców wzrokowych byle co mnie ucieszy. Np. porośnięte grzybami pniaki brzozowe.

Pojawiło się mnóstwo raniuszków, nie są wcale płochliwe, można im łatwo robić zdjęcia. Szkoda tylko że jest ciemno.

Próbując ustalić jakie grzyby obrosły pieńki znalazłem niechcący receptę na uniknięcie katastrofy klimatycznej — jest w naszej wikipedii pod hasłem Grzyby nadrzewne. Wystarczy wytępić grzyby rozkładające drewno:

"W przyrodzie jednak grzyby te jako reducenci odgrywają bardzo ważną rolę. Rozkładając drewno, umożliwiają bowiem powrót jego składników do ekosystemów i niezbędny dla życia na Ziemi obieg materii w przyrodzie. Lasy na świecie wiążą rocznie w drewnie około 400 mld ton dwutlenku węgla. Gdyby nie rozkład tego drewna, cały zapas tego gazu na Ziemi wyczerpałby się po około 20–30 latach".

40 komentarzy:

telemach pisze...

Sekundę, nie chcę być drobiazgowy, ale jeśli (teoretycznie) drewno będzie przyrastać i przyrastać wiążąc coraz więcej dwutlenku węgla i nie ulegając przy tym biodegradacji to gdzie się to całe drewno pomieści?

Poza tym ten statement dziwi jeśli uwzględnimy, że za większość dwutlenku węgla pożera przecież plankton. Przynajmniej tak się uczyłem.

kwik pisze...

Może w naszych domach w postaci mebli, klepki podłogowej i książek? Pewnie można też drewno zatapiać w oceanach, szkoda tylko że jest lżejsze od wody.

Oceany pochłaniają CO2 właśnie dlatego, że nie wraca on szybko do obiegu wskutek biodegradacji ale się odkłada w postaci węglanów wapnia i magnezu (tak mi się zdaje). Nie wiem na ile rozsądne są te szacunki (20-30 lat), pewnie przesadzone o rząd wielkości albo i dwa, ale to fakt, na lądzie CO2 dość szybko wraca do obiegu. Jak jest wilgotno to jest grzyb i zgnilizna, a jak sucho to pożary.

telemach pisze...

No to sobie podyskutowaliśmy.
Ale może masz rację, nic na siłę. Szczególnie, że CO2 to niebezpieczny temat. Od czasu gdy się okazało, że:
https://www.theguardian.com/environment/2010/aug/12/carbon-footprint-internet

Klęska

kwik pisze...

Jestem wielkim fanem ograniczania emisji CO2. Ograniczanie emisji CO2 to doskonały pretekst do kupowania nowych, coraz bardziej energooszczędnych komputerów. W ramach ograniczania emisji poprzestałem też na wykopaniu zaledwie jednego eterka (dziś tylko $150). Chociaż mój prezydent Duda chwalił się dziś w telewizorze, że dzięki naszym dzielnym górnikom mamy prawie najtańszą energię w Europie (lepiej nie sprawdzać). Więc jak przyjdą mrozy to może jeszcze zacznę kopać po nocach, wtedy i tak jest nadmiar energii.

telemach pisze...

Sprawdziłem, nie jest źle chociaż w 6 krajach europejskich jest taniej. Tak, że tylko trochę skłamał.
https://www.cleanenergywire.org/sites/default/files/styles/gallery_image/public/paragraphs/images/eurostat-average-electricity-price-households-2ndhalf-2018.jpg?itok=NCvkr9JY

Z ethereum to żartujesz? Kryptowalut przecież nie ma.

kwik pisze...

Przynajmniej w kilkunastu, tu są obszerniejsze i nowsze dane (a brakuje jeszcze np. Białorusi):
https://ec.europa.eu/eurostat/statistics-explained/index.php/Electricity_price_statistics
Ale nie pamiętam dokładnie słów Dudy, może jednak mówił o Unii Europejskiej i to ja kłamię.

Ciekawe że tak tani jest prąd na Malcie, większość biorą kablem z Sycylii (właśnie sprawdziłem).

Kryptowalut nie ma, ale podobno w Polsce z VAT za energię marnowaną na ich produkcję idzie 100 mln do budżetu rocznie. Marne grosze, ale to mnie przekonuje, że prąd jest w Polsce dość tani.
https://tygodnik.tvp.pl/45499676/polskie-panstwo-czerpie-niemale-przychody-z-bitcoina...

telemach pisze...

Prąd jest tani na Malcie, bo obłożony jest tylko 5% VATem.
Na ten sam prąd włoskie państwo nakłada 22% VATu.

Z tymi 100 mil. to byłbym ostrożny, wychodzi 435 milionów za prąd. To jest jednak bardzo, bardzo dużo prądu, 174 mlrd kWh rocznie przy założeniu że cena kWh jest 25gr. brutto.

Ale co ja tam się znam. Szkoda, że ten profesor nie podzielił się informacją jak obliczono te 100 mln.

kwik pisze...

Pewnie tak obliczono jak te gdyby nie grzyby to drzewa wyssałyby cały CO2 w 30 lat. Bo jeśli faktycznie w Polsce pracują setki tysięcy maszynek do tłuczenia bitcoinów, to przecież powinny być jakieś ślady ich importu, tego się nie da przemycić w żołądku.

Natomiast wszystko wskazuje na to, że Polska jeszcze niedawno rzeczywiście produkowała jakieś bitcoiny. Tym razem angielskojęzyczny kanał kurwizji:
https://polandin.com/43921960/bitcoin-mining-at-a-standstill-in-poland-expert

kwik pisze...

Po namyśle dochodzę do wniosku, że to jednak jakieś nieporozumienie, wynikające z pomylenia dużego zainteresowania naszych cwanych obywateli bitcoinami z ich znikomą bezpośrednią działalnością wydobywczą na terenie kraju. Zdaje się po prostu Polacy wstawiali kupione w Chinach maszynki tam gdzie się rzeczywiście opłacało kopać. A u nas nie bardzo.

https://www.coindesk.com/bitcoin-mining-farms-are-flourishing-on-the-ruins-of-soviet-industry-in-siberia

telemach pisze...

Przecież to się kupy nie trzyma.
"Minery has two venues around Irkutsk with a total capacity of 30 megawatts, says Bruman. The one we’re at can handle 10 megawatts and still has space for new clients; the other one is fully occupied by one client"

Komputery w 26 kioskach ruchu pożerają 10 Megawatów? Ciekaw jestem jak wygląda ta druga farma.

Przy założeniu że zasilacz sieciowy jednego serwera ma 300W (realistyczna średnia w przypadku serwerów firmy Dell) to w tych 26 budkach musiałoby pracować prawie 34 tysiące serwerów aby zjadać te 10 Megawatów. A dokładnie 1282 serwery w każdej budce.
Hm.
Mam wrażenie, że ktoś tu, prawda, rzuca sobie beztrosko liczbami.

kwik pisze...

Tym razem chyba nie ma dużej przesady. Małe serwery faktycznie nie potrzebują mocnych zasilaczy, ale te maszynki do bitcoinów choć nie są duże to żrą prąd jak porządne stacje robocze. Np. obie polecane w tym roku wymagają PSU powyżej 1300W:
https://halongmining.com/shop/dragonmint-16t-miner
https://shop.bitmain.com/promote/antminer_s9i_asic_bitcoin_miner/specification

telemach pisze...

Obejrzałem konfigurację i mam następujące uwagi:
1. Prąd pochłaniają głównie cztery wbudowane wentylatory, każdy po 100W.
2. Zużycie obliczono przy założeniu że temperatura otoczenia wynosi 25% +/- 10%
3. W Bratsku i Irkucku średnie temperatury wyglądają tak:

https://www.worldweatheronline.com/lang/de/bratsk-weather-averages/irkutsk/ru.aspx

Wniosek: serwery z potężnymi zasilaczami nie są na Syberii potrzebne. Wystarczą o wiele słabsze zasilacze bo nawet latem średnia temperatura nie przekracza 20 stopni a przez resztę roku jest zimno lub wręcz lodowato.

Czyli dalej się to kupy nie trzyma. I serwery zjadające 10 Megawatów/h nie pomieszczą się w tych kontenerkach, no way.

telemach pisze...

Naturalnie zakładana temperatura otoczenia wynosi 25°C a nie %.

kwik pisze...

Nie wiem. Chłodzenie na pewno zużywa dużo prądu, ale trudno znaleźć ile. Mogę się zgodzić że nawet 50% (podobno w przypadku serwerowni chłodzenie pochłania ca 40% zużywanego prądu). Że większość prądu zużywają wentylatory to jednak trochę wątpię.

Lokalne chłodzenie silnie grzejących się układów jest potrzebne nawet w chłodnych pomieszczeniach, to jest na prąd z zasilacza. Ale te duże wentylatory pomieszczeń są zasilane bezpośrednio z sieci, nie przez zasilacze. Więc nawet jeśli koszty chłodzenia są mniejsze, to zasilacze na Syberii pewnie takie same.

Zwykły czajnik elektryczny ma 2000W, więc 10MW to wcale nie tak dużo, raptem 5 tys. czajników.

telemach pisze...

Sprawa się (przynajmniej dla mnie) wyjaśniła. Najwyraźniej zbyt szybko uwierzyliśmy zalinkowanemu tekstowi z coindesk.com.
Ta farma to wcale nie jest 26 kontenerów, jak sugeruje artykuł, tylko ogromne hale byłej huty aluminium, które wyglądają tak:
https://www.bloomberg.com/news/features/2019-11-24/seo-inside-russia-s-largest-bitcoin-mine

A to już jest zupełnie inna historia. Elektrownia wodna za rogiem dostarcza nie 10 tylko 100 MW (50.000 czajników) rocznie.

A teraz najlepsze: Rok od otwarcia to jest już "20.000 ASIC devices", docelowo ma być ich 67,000

Teraz już się wszystko zgadza.
A swoją drogą to mają rozmach te Deripaski.

kwik pisze...

No bo na początku w tekście z coindesk było o drobnej konkurencji tego giganta: "My accidental driver, Ivan Kaap, is the head of security at a large mining facility in Bratsk called Bitriver, but we’re visiting his company’s smaller competitor, Minery."

telemach pisze...

Nie, na samym początku tekstu było ukradzione gdzieś "zdjęcie ilustracyjne" obiektu do którego autor nawet nie potrafił znaleźć wejścia. I w którym nie był (ale długo opowiada, co zasłyszał). Ponieważ nie był, a chciał być to dotarö przez znajomegodo chałupnika z 26 kontenerkami.

I ten powiedział mu:

"Minery has two venues around Irkutsk with a total capacity of 30 megawatts, says Bruman. The one we’re at can handle 10 megawatts and still has space for new clients; the other one is fully occupied by one client"

Czyli dalej mamy problem polegajęcy na tym, że właściciel działki z kontenerkami łże chcąc (najprawdopodobniej) zaimponowaą dziennikarzowi, a ten publikuje nie sprawdzając i nie przeliczając, ba, nawet nie zastanawiając się nad prawdopodobieństwem.

Czyli w zasadzie normalne standardy dziennikarskie.
Będziesz miał rację gdy stwierdzisz, że nie ma się co denerwować i podniecać

kwik pisze...

No i po co takie brzydkie insynuacje. Zdjęcie z początku jest dalej w tekście, podpisane: Ivan Kaap at Bitriver’s mining farm in Bratsk (Photo by Anna Baydakova for CoinDesk). Czyli zrobione przez autorkę tekstu, jak zresztą wszystkie pozostałe. Że mogła mieć problemy z dotarciem tam gdzie chciała nie wątpię, nie każdy jest Bloombergiem. Bloomberg zatrudnia 20 tys. osób, CoinDesk kilkanaście. Osób, nie tysięcy.

"Can handle" nie znaczy że już to robi, może po prostu mają już (stare) linie przesyłowe na 10MW i teren pod więcej (nowych) baraczków.

telemach pisze...

OK, OK, nie denerwuj się. Coś zapewne jest na rzeczy. Może ja po prostu nie lubię cwanych magików, a w ten sposób odbieram cały ten kryptowalutowy cyrk. Przecież to jest bez sensu i głęboko niemoralne. Cwaniacy inwestujący w halę, w której serwery produkują ciepło, co za marnotrawstwo energii. A na końcu mają wygenerowane coś, czego nikt nigdy nie widział i nie zobaczy, ale co da się wymienić (jakoś) na prawdziwe pieniądze.
Przecież to jest chore.Te wszystkie 1500 roodzajów kryptokasy, co tydzień dochodzą nowe, przeważnie w nadziei, że cud bitcoinowy się powtórzy i uda się uruchomić kolejne dmuchanie balona spekulacji.

kwik pisze...

Ale co oni tam mogą zrobić mądrzejszego z tym prawie darmowym prądem? I co to komu szkodzi? Lepsze już takie bitcoiny niż te z węgla spalanego w Chinach. A im więcej zrobią na Syberii tym wcześniej robienie bitcoinów się zakończy, bo podobno ma być ich tylko ileśtam. Czyli dobrze robią bo powstrzymują emisję CO2 gdzie indziej.

Głęboko niemoralny i bez sensu jest może bilbord radośnie świecący za moim oknem przez całą noc, nawet o czwartej rano gdy już tłumów raczej nie ma. Ale znowu, w nocy jest nadwyżka energii, więc niech się świeci.

telemach pisze...

Tzeźwo piszesz, ale nadal nie odpowiadasz na zasadnicze pytanie: "po co to wszystko?"

Może ma to wszystko jakiś sens, który mi się objawić powinien, ale nie chce?
Kiedy przczytałem dwa lata temu ten tekst:
https://www.americamagazine.org/politics-society/2017/12/28/moral-education-bitcoin-boom

pojawiły mi się poważne dylematy i wątpliwości, których nikt dotąd nie rozwiał.
Wręcz przeciwnie:
https://www.forbes.com/sites/jasonbloomberg/2018/03/10/we-need-to-shut-bitcoin-and-all-other-cryptocurrencies-down-heres-why/#63241f4a1bca

Co ty na to?

kwik pisze...

Ale jaki sens? Jest mnóstwo rzeczy bez sensu, wystarczy żeby komuś się opłacało, zaspokajało jakieś realne czy wydumane potrzeby i nie stanowiło zagrożenia. Np. mamy wodę w butelkach choć w kranie jest prawie taka sama, powinniśmy z tym walczyć?

Kryptowaluty to ciekawy eksperyment, dalszy ciąg ewolucji pieniądza. Pewno coś z tego będzie, ale trudno przewidzieć co. Nie rozumiem ludzi nastawionych wrogo do kryptowalut, nie widzę tu niczyjej krzywdy. Co innego jeśli ktoś ma swoje partykularne interesy w grze i dlatego chce utrzymania status quo, wtedy niechęć jest zrozumiała. Tacy jednak nie powinni uderzać w tony prospołeczne.

Zaraz przeczytam co zalinkowałeś, ale z góry obawiam się że nie ma tam żadnej odkrywczej myśli. Moralizator to najniższa forma rozwoju moralnego i intelektualnego.

kwik pisze...

Drugi tekst jest żenujący, choćby przez użycie "And believe me..." Dołączam gościa do moich ulubionych idiotów.

Ten Bloomberg albo jeszcze nie słyszał o syberyjskich bitcoinach albo tylko udaje żeby trochę popierdzielić o Iranie i Korei Pn: "Legal crypto mining using electricity at market rates is now becoming increasingly unfeasible, even in places like Iceland"
https://www.forbes.com/sites/jasonbloomberg/2019/01/20/the-six-ways-to-make-money-mining-cryptocurrency-are-equally-surprising/

telemach pisze...

Ale przecież ja nie jestem wcale nastawiony wrogo do kryptowalut. Kryptowaluty niewinne. Ja mam coś przeciw kreowaniu pieniądza w oparciu o "niewiadomoco" i mój sceptycyzm datuje się od chwili gdy sobie kiedyś poczytałem o FIAT-Money.
Lubię rozumieć cel tego co się robi i w momencie gdy napotykam na spójny system którego istotną częścią jest to, że sensu nikt nie ogarnia.
Procesy, których sensu nie ogarniamy prowadzą (jeśli jesteśmy w nie uwikłani) do utraty podmiotowości uczestników, bo wówczas to procesy sterują ich uczestnikami, a nie na odwrót. Przyznam, że jest to świat, który mi się nie podoba. Tak samo jak mi się nie podobała globalizacja (na przykład) i kilka innych rzeczy, których odległego sensu nie ogarniam i z żalem stwierdzam, że nie jestem w tym sam.
To, że jest dużo rzeczy bez sensu jakoś mnie nie przekonuje. Nie żebym wiedział co z tym zrobić, ale niechętnie przykładam rękę do powiększania obszaru bezsensu. Szczególnie wówczas gdy słyszę, że wystarczy, że coś się komuś opłaca. Nie wiem czy się ze mną zgodzisz, pewnie nie, ale moim zdaniem to nie wystarcza. Opłaca się (na krótką metę) wiele rzeczy, które na dłuższą metę prowadzą do nieuniknionej katastrofy. Opłacało się wytłuc wróble w Chinach? Opłacało się zawrócić bieg Amu-Darii w stronę Uzbekistanu aby produkować więcej bawełny? Można tak w nieskończoność. Nie mam zamiaru moralizować, ale jestem jakoś dziwnie przekonany, że czasem, gdy ktoś nam mówi, że coś się opłaca, to warto zapytać komu i co z tego na dłuższą metę wyniknie.

No więc to by było na tyle.

kwik pisze...

Sceptycyzm jest zdrową postawą, zwykle się opłaca.

Zarzut że fiat money dotyczy chyba każdego współczesnego pieniądza, może nasze polskie brązowe grosze (jeszcze niedawno zbierane na złom przez zaradnych) były ostatnim prawdziwym pieniądzem (dziś już są ze stopu taniego żelaza, wystarczy sprawdzić magnesem). Zarzut że fiat był na pewno słuszny w przypadku tych wszystkich wtórnych kryptowalut które pojawiały się jak grzyby po deszczu w 2017 i słabo przetrwały jesień 2018. Ale bitcoin po 10 latach jest już sprawdzony, może kilka innych też przetrwa. Sama technologia blockchain ma zdrowe podstawy, natomiast obietnice twórców kolejnych kryptowalut były mocno na wyrost. Np. że ethereum jest odporne na ASIC, bo tak został pomyślany. Było odporne dopóki nie zrobiło się tak absurdalnie drogie, że zwróciło na siebie uwagę.

Nie zamierzam nikogo przekonywać bo sam nie jestem przekonany. Wszystkie sensowne argumenty przeciw kryptowalutom warto brać pod uwagę. Ale wiele jest żenująco głupich, np. że posługują się nimi przestępcy i terroryści. Albo że pozwalają omijać sankcje gospodarcze. Albo że zwiększają liczbę włamań na komputery z wiecznie dziurawymi Windows. Gdybym miał wybierać, to wolę mimowolnie produkować komuś monero niż paść ofiarą ransomware.

telemach pisze...

>>>Nie zamierzam nikogo przekonywać bo sam nie jestem przekonany<<<

To jest, jak sądzę, zdrowe podejście i mogę się przyłączyć. Ale zarzut, że kryptowalutami posługują się przestępcy zasługuje (moim zdaniem ofkors)na uwagę. Ja wiem, że przestępcy posługują się od zawsze każdym środkiem płatniczym i nikt przy zdrowych zmysłach nie wpadł na pomysł aby zabronić i wycofać bo zuo. Wiem również, że argumenty przeciw bitcoinom podejrzanie przypominają te skierowane przeciw gotówce papierowo bilonowej, której jestem wielkim zwolennikiem.

A mimo to odbija mi gorzko gdy dostaję takiego emaila w którym jakiś naiwny gostek przedstawia się jako hacker i chce mnie naciągnąć na 0,2 B bo w przeciwnym wypadku to on:
1. zniszczy moją reputację
2. udostępni znajomym i partnerom nagrania z kamerki jak robiłem sobie dobrze
3. zaleje moje kontakty spamem że jestem pedofilem czy cuś.

Ja wiem, że jest to tylko bzdetny spam jakiegoś spamera-łowcy naiwnych - ale widzę też, że nolens-volens stworzona została droga całkowicie pozbawionego ryzyka domagania się i przekazywania okupu. I wyobrażam sobie jak tego rodzaju możliwość może wpłynąć na nasze życie i obyczaje w bliskiej przyszłości.
I to mnie, prawda, trochę niepokoi. Stworzenie równoległego, niekontrolowanego obiegu wirtualnego pieniądza przenosi przestępczość na całkowicie nowy level.

Chociaż z drugiej strony rozliczne badania wskazują, że w ostatecznym rozrachunku nawet cyberprzestępcy i tak wolą cash.

https://csrcl.huji.ac.il/sites/default/files/csrcl/files/organised_cybercrime_leukfeldt_et_al.pdf


kwik pisze...

Postęp ułatwia życie wszystkim, także ludziom złym. A że przestępcy zawsze jakoś sobie radzili, to wyeliminowanie słupów/mułów przez postęp techniczny nie powinno być dla nas powodem do zmartwienia. Zresztą tacy pośrednicy to przecież często też ofiary, jeśli nie przestępców to okoliczności albo własnych słabości. Niewiele zarabiają, biorą na siebie ryzyko i potem całkiem niepotrzebnie robią tłok w więzieniach. Aparat może się wykazać pozornymi sukcesami, ale społecznego pożytku z tego tyle co kot napłakał.

Chyba najlepiej w ogóle przestać zaglądać do spamu, rzadko tam coś zabawnego. I równie dobrze można mieć pretensje do maila że umożliwia kontakty. Itd.

telemach pisze...

"Postęp ułatwia życie wszystkim, także ludziom złym."

I w ten sposób doszliśmy od raniuszek do dosyć ciekawego zagadnienia. Czy postęp rzeczywiście ułatwia życie wszystkim i czy zawsze jest dobry? To w przypadku nowych technologii jest pytaniem istotnym, bo dogmat powszechnie panujący wprawdzie mówi że jak najbardziej, a kto wątpi, ten kiep, ciemniak i zacofaniec, ale gdy zapytamy o definicję i sprecyzowanie pojęcia, którego ocena jest tak ważna, to zaczynają się schody.

Nasz skromniutki SJP twierdzi, że postęp to:

1. «proces ukierunkowanych przemian prowadzących ku stanowi coraz doskonalszemu»
2. «osiągnięcie kolejnego, wyższego etapu«
3. «przejście w kolejne stadium jakiegoś negatywnego stanu lub nasilenie się czegoś»

Rozmaite Webstery dostarczają bogatszej gamy znaczeń:

progress
noun
1. «a movement toward a goal or to a further or higher stage:
the progress of a student toward a degree«
2. «developmental activity in science, technology, etc., especially with reference to the commercial opportunities created thereby or to the promotion of the material well-being of the public through the goods, techniques, or facilities created«
3. «advancement in general«
4. «growth or development; continuous improvement: "He shows progress in his muscular coordination"«
5. «the development of an individual or society in a direction considered more beneficial than and superior to the previous level«
6. «Biology: increasing differentiation and perfection in the course of ontogeny or phylogeny«
7. «forward or onward movement: the progress of the planets«
8. «the forward course of action, events, time, etc.«


To co kolego? O którym postępie mówimy?
Pytanie wbrew pozorom nie jest naiwne i wybór może pociągać za sobą istotne konsekwencje w ocenie zjawiska. Załóżmy jednak na chilę, że chodzi o «advancement in general«

Krótko i treściwie zdradzę Ci o co mi chodzi: postęp nie zawsze bywa racjonalny, nie zawsze prowadzi do wyborów opartych na racjonalnych przesłankach. W związku z tym postęp może być zły, albo dobry. Może być również pozorny, ale to inna para kaloszy.

Myślę, że zanim uznamy zmianę za postęp powinniśmy poddać jej skutki i ją samą racjonalnej ocenie/analizie. Bez specjalnych emocji, o co naturalnie łatwo nie jest bo każda zmiana niesie ze sobą zagrożenia dla czyichś interesów i komuś też jednak służy. Każda zmiana pociąga za sobą zmianę układu sił. Czasem jedno i to samo jest raz postępem, a drugi raz nie. Doskonałym przykładem jest masowe wprowadzenie i używanie tworzyw sztucznych w opakowaniach żywności. Coś, co było pół wieku temu kolosalnym postępem jest obecnie plagą. Podobnie z karczowaniem lasów pierwotnych: gdy karczowano puszczę zalesiającą równiny środkowoeuropejskie aby umożliwić rolnictwo, ergo budowę miast, ergo postęp cywilizacyjny i społeczny, to był to postęp, przynajmniej tak się to oceniało. Gdy to samo dzieje się obecnie w Mato Grosso, to cały cywilizowany świat podnosi wrzask i rwie włosy z głowy.

Rozległy temat i pełen sprzeczności. Może jednak pozostańmy przy raniuszkach?

kwik pisze...

Miałem na myśli prosty, prawdziwy i w zasadzie bezdyskusyjny postęp, typu czysta woda w kranie - dla wszystkich, dobrych i złych. Ale jeśli chcesz sobie z nudów podyskutować to z dwojga złego wolę już dyskusyjny postęp od raniuszków (raniuszkami mało się interesowałem, mimo całej sympatii do nich).

Przed wszystkim oddzielmy ideę i jej implementacje. Idea żeby mieć cyfrowy pieniądz bezpaństwowy i bezbankowy, bezpieczny i odporny na spekulacje jest na pewno postępowa. Natomiast jej aktualne implementacje są oczywiście nieco żałosne, bo co to za postęp jeśli waluta w ciągu paru miesięcy traci 90% wartości, takie to już dawno temu mieliśmy.

I tu warto zauważyć, że pierwsze implementacje całkiem sensownych idei zwykle miały jakieś defekty, czasem nawet były wyśmiewane. Np. miniaturowy komputer z dotykowym ekranem miał kilka falstartów zanim został iphonem. Felerem wcześniejszych implementacji było użycie rysika zamiast palca, nie dało się nic zrobić jedną ręką. Z drugiej strony to że się śmieją jeszcze nie znaczy że idea dobra.

telemach pisze...

Oddzielmy ideę od implementacji? Nie wiem dlaczego, ale natychmiast przypomniał mi się naukowy materializm czyli marksizm. Wiem, wiem, prosty myk, ale przysięgam, że tak było.

Natomiast zgodzę się, że "pieniądz bezpaństwowy i bezbankowy, bezpieczny i odporny na spekulacje" może się podobać. Szkoda, że kryptowaluty, których wartość (lub częściej brak wartości) jest pochodną spekulacji, nie przybliżają nas do tego celu.

kwik pisze...

Piękna idea bezklasowego społeczeństwa jest dużo starsza niż marksizm, ale dobrze że wspomniałeś. Nie da się ukryć, łatwiej jest wymyślić niedziałające perpetuum mobile niż zrobić działający korkociąg.

kwik pisze...

No właśnie, jak na zawołanie - w ciągu kilku minut bitcoin i reszta dupnęła tylko dlatego, że ktoś postraszył (i idą święta).
https://www.forbes.com/sites/billybambrough/2019/12/16/bitcoin-suddenly-dives-below-7000-as-crypto-markets-lose-billions
https://www.newsbtc.com/2019/12/16/two-reasons-why-ethereum/.

telemach pisze...

Ethereum investors, my ass.
Nazywanie spekulantów inwestorami jest jeszcze bardziej śmieszne niż nazywanie zestresowanych sprzedawców oszukańczych produktów swoich banków doradcami klienta indywidualnego.

A swoją drogą spektakularny spadek. Tylko to wróżenie z fusów (zupełnie od czapy) z lekka fqurwia.

kwik pisze...

Jak zwał tak zwał, ale to są bardzo stare dowcipy. Dziś mamy nowsze, takie jak np. thought leader albo creative class.

telemach pisze...

Ten "thought leader" jest w tym sensie zrozumiały, że ktoś zawsze idzie przed kimś innym, również w świecie pomysłów. Niemcy mają na to (imo) trafniejsze określenie: Vordenker. W zasadzie jest to taki umysłowy lub ideowy prekursor. Nadużywanie może śmieszyć, szczególnie jeśli sprawa dotyczy rywalizacji w dziedzinie trywialnej.

Natomiast creative class to już odlot, zresztą nie pierwszy, Floridy. Z jego radosnej twórczości wolę już GCI:
http://martinprosperity.org/content/the-global-creativity-index-2015/

GCI to jest naprawdę piękne. Tylko nasza pozycja niepiękna, ale co tam, gdyby była wyższa to też by nie poprawiło wiarygodności raczej

kwik pisze...

No tak, zaiste radosna twórczość. Chociaż nasza pozycja nie jest taka zła, zamiast się martwić że za Laosem lepiej się cieszyć że przed Chinami.

telemach pisze...

Napisz coś proszę.
Bo nudno.
W zasadzie wszystko jedno na jaki temat. Ważne, żeby można było się do czegoś przyczepić.

kwik pisze...

W przyszłym roku pewno coś napiszę. Chociaż poziomu nudności to raczej nie zmniejszy.

telemach pisze...

Czyli jest perspektywa. A może nawet widoki? Sprawię sobie lornetkę.

Adrian Moczyński pisze...

Bardzo inspirujący artykuł. Pozdrawiam !