Chciałbym, żebyście wstając rano, spojrzeli w lustro i powiedzieli "jestem dzieckiem gwiazd" — Aleksander Wolszczan
DODANE: nadal wierzę, że można było w PRL zrobić karierę naukową i wyjeżdżać za granicę nie zostając jednocześnie Tajemniczym Wypierdkiem. Sam Wolszczan dopuszcza taką możliwość, choć wydźwięk jego wypowiedzi jest oczywiście inny — bezpieczniej było nie odwracać się plecami: "mogło się wydarzyć tak, że gdybym odwrócił się do nich plecami od razu czy w jakimś tam wczesnym momencie, to później ta moja naukowa kariera, w dużej mierze bazująca na wyjazdach za granicę, by się po prostu załamała; tego absolutnie nie można wykluczyć" (wywiad dla tvn, 12:46).
DODANE: nawet radny SLD rwie się do rzucania kamieniami w Wolszczana! Zuch! Wolszczan straci honorowe obywatelstwo Szczecina?. "Zdaniem Piotra Kęsika, odebranie profesorowi obywatelstwa miasta nie przyniesie ujmy Szczecinowi, a wręcz odwrotnie."
UAKTUALNIENIA: "Rada Miasta Szczecina nie odbierze tytułu honorowego obywatela miasta wybitnemu astronomowi"
No i radny Kęsik się wycofuje — nie doczytał i uległ emocjom — Kęsik: Pochopnie osądziłem Wolszczana
DODANE: Ładny (ludzki) komentarz Jankowskiej i wyczerpująca dyskusja o Wolszczanie u Orlińskiego
DODANE: nareszcie jakiś opis procedury wyjazdowej w PRL: Kubiak — Profesor Wolszczan donosi
OBOK TEMATU (od czapy):
Wywołany przez Megakota Orwell w roli donosiciela: Timothy Garton Ash —
Orwell's List
13 pytań do: Posła Antoniego Macierewicza
piątek, 19 września 2008, 15:34
wtorek, 2 września 2008, 06:33
liczba i ilość
W sklepach angielskiej sieci Tesco "szybkie" kasy, dla klientów kupujących do 10 produktów, podpisane są "10 items or less". Podobno nie jest to dobry angielski, w przypadku rzeczowników policzalnych poprawne byłoby "fewer" zamiast "less". Dobra nowina - pod wpływem lekkiego nacisku ze strony społecznej organizacji Plain English Campaign Tesco zamierza zmienić "10 items or less" na "Up to 10 items" (BBC News: Tesco checks out wording change).
W polskim także dostrzegamy różnicę między rzeczownikami policzalnymi i niepoliczalnymi. Liczba butelek i ilość wody w butelce. Dostrzegamy, a może dostrzegaliśmy, bo dziś już każdy może mówić o ilości ludności (a po wybraniu do Sejmu może nawet mówić o ujemnym przyroście ilości ludności). Niektórzy (starsi?) upierają się, że do policzalnych pasuje tylko liczba. Może nie warto się upierać. Może warto mieć jedno określenie obejmujące niepoliczalne i policzalne – ilość. I dodatkowe określenie na policzalne – liczba. Liczba ludności brzmi ładniej, ale ilość ludności nie musi być błędem.
To było moje zdanie, nic nie warte zdanie zwykłego użytkownika języka. A co mówi Poradnia Językowa? Zależy, kto i kiedy odpowiada:
W użyciu skrupulatnym należy zawsze odróżniać liczbę od ilości. W znaczeniu ‘suma takich samych albo podobnych jednostek, rzeczy, zdarzeń’ można zaakceptować wymienność tych wyrazów.
— Jan Grzenia, Uniwersytet Śląski
Rozróżnienie między liczbą (dla rzeczowników policzalnych) a ilością (dla niepoliczalnych) nie zawsze jest przestrzegane. Zasadniczo liczba telefonów jest lepsza niż ilość telefonów, ale w kontekście słów ograniczony i nieograniczony słowo ilość tak często jest spotykane z rzeczownikami niepoliczalnymi (np. ograniczona ilość wody), że wypiera liczbę z właściwych jej połączeń z rzeczownikami policzalnymi. Ograniczona ilość telefonów brzmi tak, jakby telefony nie stanowiły izolowanych, łatwych do rozróżnienia przedmiotów, lecz niezróżnicowaną masę. Nieograniczone ilości telefonów (w liczbie mnogiej) brzmiałyby lepiej i stwarzały wrażenie bogactwa.
— Mirosław Bańko
Słowa liczba i ilość nie powinny być używane zamiennie. Liczba dotyczy czegoś, co można policzyć, ilość - czegoś, czego się policzyć nie da. W praktyce czasem słyszy się ilość zamiast liczba, co jest uzasadnione wtedy, gdy chodzi o wielką liczbę jakichś rzeczy lub osób, np. „Ściany i podłogi zakryte były całkowicie wielką ilością dywanów” (J. Iwaszkiewicz, Matka Joanna od Aniołów). W innych sytuacjach lepiej przestrzegać różnicy między liczbą a ilością.
— Mirosław Bańko
Być może jest to tylko sklepikarska skrupulatność, jedno sprzedajemy na sztuki, drugie na wagę. Nie wszyscy są tak skrupulatni, ilość w odniesieniu do rzeczy policzalnych znajdziemy np. u Prusa, Sienkiewicza, Vincenza czy Herberta. Chociaż gdy chodzi o "niewielką ilość" rzeczy policzalnych, rzeczywiście "liczba" wydaje się lepsza.
Zaciekawiło mnie, czy ktoś w Polsce dostrzegł i docenił działalność Plain English Campaign. Niestety – tak. Znalazłem np. stronę Kampanii Piękne Słowa. "Naszą ambicją jest stworzenie sieci serwisów internetowych, które chlubiły się będą prawem publikowania logo projektu." A potem w co drugim zdaniu literówka.
DODANE: tym wyczerpującym tekstem żegnam się na kilkanaście dni, resztki lata uciekają.
DODANE: niewarte vs. nie warte. Tu sprawa nie jest chyba tak prosta jak się to Panu Włodkowskiemu zdaje. Poeta mówi: "Znam, znam: evviva l'arte / życie nasze nic niewarte: /kult Bachusa i Astarte". Ale na przykład w słownikach PWN trzy razy występuje "nic nie warte" (w hasłach: barachło, luft i pies), "nic niewarte" natomiast nie występuje ni razu. Pozostanę więc tymczasem przy swoim nic nie wartym zdaniu, bo mnie się tak (bardziej) podoba.
W polskim także dostrzegamy różnicę między rzeczownikami policzalnymi i niepoliczalnymi. Liczba butelek i ilość wody w butelce. Dostrzegamy, a może dostrzegaliśmy, bo dziś już każdy może mówić o ilości ludności (a po wybraniu do Sejmu może nawet mówić o ujemnym przyroście ilości ludności). Niektórzy (starsi?) upierają się, że do policzalnych pasuje tylko liczba. Może nie warto się upierać. Może warto mieć jedno określenie obejmujące niepoliczalne i policzalne – ilość. I dodatkowe określenie na policzalne – liczba. Liczba ludności brzmi ładniej, ale ilość ludności nie musi być błędem.
To było moje zdanie, nic nie warte zdanie zwykłego użytkownika języka. A co mówi Poradnia Językowa? Zależy, kto i kiedy odpowiada:
W użyciu skrupulatnym należy zawsze odróżniać liczbę od ilości. W znaczeniu ‘suma takich samych albo podobnych jednostek, rzeczy, zdarzeń’ można zaakceptować wymienność tych wyrazów.
— Jan Grzenia, Uniwersytet Śląski
Rozróżnienie między liczbą (dla rzeczowników policzalnych) a ilością (dla niepoliczalnych) nie zawsze jest przestrzegane. Zasadniczo liczba telefonów jest lepsza niż ilość telefonów, ale w kontekście słów ograniczony i nieograniczony słowo ilość tak często jest spotykane z rzeczownikami niepoliczalnymi (np. ograniczona ilość wody), że wypiera liczbę z właściwych jej połączeń z rzeczownikami policzalnymi. Ograniczona ilość telefonów brzmi tak, jakby telefony nie stanowiły izolowanych, łatwych do rozróżnienia przedmiotów, lecz niezróżnicowaną masę. Nieograniczone ilości telefonów (w liczbie mnogiej) brzmiałyby lepiej i stwarzały wrażenie bogactwa.
— Mirosław Bańko
Słowa liczba i ilość nie powinny być używane zamiennie. Liczba dotyczy czegoś, co można policzyć, ilość - czegoś, czego się policzyć nie da. W praktyce czasem słyszy się ilość zamiast liczba, co jest uzasadnione wtedy, gdy chodzi o wielką liczbę jakichś rzeczy lub osób, np. „Ściany i podłogi zakryte były całkowicie wielką ilością dywanów” (J. Iwaszkiewicz, Matka Joanna od Aniołów). W innych sytuacjach lepiej przestrzegać różnicy między liczbą a ilością.
— Mirosław Bańko
Być może jest to tylko sklepikarska skrupulatność, jedno sprzedajemy na sztuki, drugie na wagę. Nie wszyscy są tak skrupulatni, ilość w odniesieniu do rzeczy policzalnych znajdziemy np. u Prusa, Sienkiewicza, Vincenza czy Herberta. Chociaż gdy chodzi o "niewielką ilość" rzeczy policzalnych, rzeczywiście "liczba" wydaje się lepsza.
Zaciekawiło mnie, czy ktoś w Polsce dostrzegł i docenił działalność Plain English Campaign. Niestety – tak. Znalazłem np. stronę Kampanii Piękne Słowa. "Naszą ambicją jest stworzenie sieci serwisów internetowych, które chlubiły się będą prawem publikowania logo projektu." A potem w co drugim zdaniu literówka.
DODANE: tym wyczerpującym tekstem żegnam się na kilkanaście dni, resztki lata uciekają.
DODANE: niewarte vs. nie warte. Tu sprawa nie jest chyba tak prosta jak się to Panu Włodkowskiemu zdaje. Poeta mówi: "Znam, znam: evviva l'arte / życie nasze nic niewarte: /kult Bachusa i Astarte". Ale na przykład w słownikach PWN trzy razy występuje "nic nie warte" (w hasłach: barachło, luft i pies), "nic niewarte" natomiast nie występuje ni razu. Pozostanę więc tymczasem przy swoim nic nie wartym zdaniu, bo mnie się tak (bardziej) podoba.
Etykiety:
higiena języka,
PEC,
poprawiacz
piątek, 29 sierpnia 2008, 23:40
nickname
Niektórzy uważają, że piszący pod nickami są anonimami. Niemądrze, bo anonim znaczy bezimienny, a nick jest albo dodatkowym "imieniem" osoby nie kryjącej swojej tożsamości, albo zastępuje prawdziwe imię i nazwisko. Tak czy owak osoba dzięki swojemu nickowi jest rozpoznawalna, więc nie jest anonimowa.
Gugla tłumacz (odtąd zwany glumaczem) twierdzi, że angielskie nickname to polskie nick. Tak zbyty zawsze sprawdzam jak jest po czesku — już Górnicki w Dworzaninie (1566) radził, by nasze braki językowe uzupełniać czerpiąc od lepiej rozwiniętych sąsiadów. Po czesku nickname to přezdívka. Glumacz tłumaczy to (z czeskiego na polski) jako pseudonim. Pseudonim? Pseudonim to przecież "fałszywe imię" — tfu! A nick to raczej alias niż pseudonim. Ma być przezywka i koniec. Ciekawy jest jeszcze nickname po chorwacku — nadimak.
Głupia kolektywnym rozumem wikipedia sugeruje, że nick to "po prostu ksywa". Zapewne. Ale nie upadłem tak nisko, żeby zacząć na starość grypsować. A ksywa to psecies kulwa.
DODANE: Węglarczyk o "anonimowych" blogach (panienka przy windzie 1:33):
Gugla tłumacz (odtąd zwany glumaczem) twierdzi, że angielskie nickname to polskie nick. Tak zbyty zawsze sprawdzam jak jest po czesku — już Górnicki w Dworzaninie (1566) radził, by nasze braki językowe uzupełniać czerpiąc od lepiej rozwiniętych sąsiadów. Po czesku nickname to přezdívka. Glumacz tłumaczy to (z czeskiego na polski) jako pseudonim. Pseudonim? Pseudonim to przecież "fałszywe imię" — tfu! A nick to raczej alias niż pseudonim. Ma być przezywka i koniec. Ciekawy jest jeszcze nickname po chorwacku — nadimak.
Głupia kolektywnym rozumem wikipedia sugeruje, że nick to "po prostu ksywa". Zapewne. Ale nie upadłem tak nisko, żeby zacząć na starość grypsować. A ksywa to psecies kulwa.
DODANE: Węglarczyk o "anonimowych" blogach (panienka przy windzie 1:33):
Etykiety:
słowotwórstwo
środa, 27 sierpnia 2008, 03:31
nieporównywalnie lepsze
Dwa całkiem zwykłe zdania, choć z najlepszego polskiego dziennika:
Porównując siłę nabywczą, nie można zapomnieć o kosztach utrzymania. Te w Wielkiej Brytanii są nieporównywalnie wyższe niż w Polsce.
Słownik mówi: nieporównywalny – "taki, którego nie można porównywać": nieporównywalne pojęcia. Czy zarobki i koszty utrzymania w UK są nieporównywalne z polskimi? Nie, są porównywalne; w obu krajach ludzie używają pieniędzy, kurs obu walut jest znany, można policzyć kto zarabia więcej, gdzie co jest droższe i ile razy. Kłopot byłby, gdyby Brytyjczycy płacili muszelkami, my pestkami z dyni, a wymiana pestek na muszelki była zakazana.
Dlaczego tak chętnie mówimy nieporównywalnie większe czy wyższe? Nie wiem. Ale to przyjemnie nadęty i wygodnie oślizły bełkot. Powiem "dużo większe" – zabrzmi banalnie, niefachowo. Powiem "kilka razy większe" – mogę nie mieć racji i ktoś mi błąd wytknie. Nieporównywalnie większe jest nieporównywalnie lepsze.
DODANE: jednak podejrzewam, że to "nieporównywalnie większe" jest zwykłym błędem zrodzonym z przetłumaczenia "bez porównania" z polskiego na nasz. Powinno być, że koszty utrzymania w Wielkiej Brytanii są bez porównania wyższe niż w Polsce.
Porównując siłę nabywczą, nie można zapomnieć o kosztach utrzymania. Te w Wielkiej Brytanii są nieporównywalnie wyższe niż w Polsce.
Słownik mówi: nieporównywalny – "taki, którego nie można porównywać": nieporównywalne pojęcia. Czy zarobki i koszty utrzymania w UK są nieporównywalne z polskimi? Nie, są porównywalne; w obu krajach ludzie używają pieniędzy, kurs obu walut jest znany, można policzyć kto zarabia więcej, gdzie co jest droższe i ile razy. Kłopot byłby, gdyby Brytyjczycy płacili muszelkami, my pestkami z dyni, a wymiana pestek na muszelki była zakazana.
Dlaczego tak chętnie mówimy nieporównywalnie większe czy wyższe? Nie wiem. Ale to przyjemnie nadęty i wygodnie oślizły bełkot. Powiem "dużo większe" – zabrzmi banalnie, niefachowo. Powiem "kilka razy większe" – mogę nie mieć racji i ktoś mi błąd wytknie. Nieporównywalnie większe jest nieporównywalnie lepsze.
DODANE: jednak podejrzewam, że to "nieporównywalnie większe" jest zwykłym błędem zrodzonym z przetłumaczenia "bez porównania" z polskiego na nasz. Powinno być, że koszty utrzymania w Wielkiej Brytanii są bez porównania wyższe niż w Polsce.
Etykiety:
higiena języka,
opcja atrakcyjna
wtorek, 26 sierpnia 2008, 01:56
czy przestałeś już bić swój komputer?
Romantycznie nastawieni krytycy współczesnej cywilizacji mówią o dehumanizującym wpływie maszyn, a ja wierzę, że kontakt z maszynami (zwłaszcza skomplikowanymi) ma wpływ głęboko uczłowieczający, czyni nas mniej brutalnymi. Powód jest banalnie prosty: maszyna nie reaguje na bicie i wrzaski, żeby ją skłonić do działania trzeba myśleć i być cierpliwym. A wykorzystywanie zwierząt użytkowych stale daje nam lekcję, że brutalność popłaca. Zastanów się, dlaczego w uprzemysłowionym kraju nikt nie nosi bata?
To nie ja napisałem, chociaż podpisuję się pod tym wszystkimi członkami. To jest cytat ze Stanislava Andreskiego (Stanisława Andrzejewskiego albo Stanisława Andreskiego). Poniżej w oryginale, na dowód że sens z grubsza oddałem.
Contrary to what many romantically inclined critics of contemporary civilization say about the dehumanizing effects of machines, I believe that contact with machines (particularly complicated machines) exercises a profoundly humanizing influence in the sense of making people less brutal. The reason for that is very simple: machines do not respond to shouting and beating -- to make them work one has to think and be patient. In contrast, the use of animals offers a standing lesson in the advantages of brutality -- one has only to reflect upon the fact that in an industrialized country people do not carry whips.
ps. znowu się lekko zadłużyłem u Andsola.
DODANE: Książka Andreskiego Social Sciences as Sorcery wyszła u nas pod tytułem Czarnoksięstwo w naukach społecznych.
A tu można przeczytać Andreskiego "Communism and the Importation of Advanced Technology: The Case of Poland" (1986, PDF, krótkie, dwie strony)
To nie ja napisałem, chociaż podpisuję się pod tym wszystkimi członkami. To jest cytat ze Stanislava Andreskiego (Stanisława Andrzejewskiego albo Stanisława Andreskiego). Poniżej w oryginale, na dowód że sens z grubsza oddałem.
Contrary to what many romantically inclined critics of contemporary civilization say about the dehumanizing effects of machines, I believe that contact with machines (particularly complicated machines) exercises a profoundly humanizing influence in the sense of making people less brutal. The reason for that is very simple: machines do not respond to shouting and beating -- to make them work one has to think and be patient. In contrast, the use of animals offers a standing lesson in the advantages of brutality -- one has only to reflect upon the fact that in an industrialized country people do not carry whips.
ps. znowu się lekko zadłużyłem u Andsola.
DODANE: Książka Andreskiego Social Sciences as Sorcery wyszła u nas pod tytułem Czarnoksięstwo w naukach społecznych.
A tu można przeczytać Andreskiego "Communism and the Importation of Advanced Technology: The Case of Poland" (1986, PDF, krótkie, dwie strony)
Etykiety:
człowiek/maszyna
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)