wtorek, 2 października 2012, 10:07

cnotliwym być!

"Uprzejmie oświadczam, że nie znam łaciny i nie zamierzam ani nie zamierzałem udawać, że znam" — Hartman. Dalej jest jeszcze lepiej/gorzej — "Sprawdzenie w sieci odmiany słowa „idiota” zajęłoby mi pół minuty. Całkiem umyślnie poniechałem tego". Oburzony pfg komentuje: "No to trzeba było poświęcić owe cenne pół minuty. Czynić cnotę z ignorancji? Kiepsko…"

Ale właśnie, czy dziś, kiedy już tyle można wyguglać, trzeba to zaraz kompulsywnie robić, płacąc za każde ziarnko niewinnej ignorancji skrwawioną półminutą prawdziwego życia? Stoję tedy w rozkroku nad Hartmanem i sam jeszcze nie wiem co zrobię. Hartman apeluje do serca, pfg do rozumu. Dla Hartmana ważniejsza jest osobista uczciwość — skoro nie zna łaciny to nie chce żeby do jego licznych cnót i tę niemaną przypisano. Woli już koślawego mema na świat puścić niż siebie niezasłużenie upiększyć. Czy czyni przez to z ignorancji cnotę? Nie. A jednak próg tolerancji dla ignorancji obniżając i tak byłby dostatecznie szkodliwy. Tępić trzeba! A może wcale nie jest szkodliwy, bo przecież cnotliwie pozwala ewentualne szkody naprawiać komentującym? A i sama ignorancja tylko bywa szkodliwa, tzn. jest szkodliwa wyłącznie w luźno określonych warunkach, które jednak da się całkiem sensownie określić?

To dość ambitne zadanie, ale może już ktoś mądrzejszy ode mnie wykonał. Trzeba tylko poguglać. Jakże trudno być cnotliwym bez guglania.

piątek, 31 sierpnia 2012, 00:30

svg cd.

No cóż, mój własny niedawny entuzjazm do SVG nieco opadł gdy obejrzałem efekty działań innych entuzjastów SVG w polskiej wikipedii. Chodzi konkretnie o różne mapki z zaznaczonymi polskimi województwami, bo na tym się niechcący skupiłem. Myślałem, że w SVG da się robić małe pliki, mniejsze nawet niż GIF-y. Może tak, ale co z tego, prościej jest robić duże, byle gówniana mapka i już 130 KB albo nawet 300 KB.

Spróbowałem sam i garść spostrzeżeń mam. Może nie całą garść, raczej parę (czyli dwa). Pierwsze odkrycie jest zasługą genialnego programu do trasowania, potrace. Otóż w wypluwanych przez potrace SVG ścieżki opisane są liczbami całkowitymi, a dopiero potem całość wielokrotnie zmniejszona. Tym prostym sposobem oszczędza się sporo kropek przy opisie ścieżek, a przecież każda kropka to jeden bajt! Drugie to już sam odkryłem, trudno jest do pokolorowania mapy dobrać nazwane kolory podobnej jasności — ale przecież każdy na białym tle można rozjaśnić ustawiając ułamkową nieprzejrzystość (np. opacity=".7").

Poniżej mój wyrób, zacząłem od flashowej mapki "wydrukowanej" do PDF-a, którego zaraz otworzyłem w Inkscape. Zostawiłem tylko zarysy województw, zalałem je na czarno i zapisałem jako sporą bitmapę w postaci BMP (1000x1000). Którą potem strasowałem potrace do SVG (za pierwszym razem urwało Hel, ale wystarczy pogrubić) i ręcznie (tzn. w edytorze tekstu) pokolorowałem. Czemu tak? A czemu nie? Efekt nie jest zły, poza jednym paskudnym zadziorem na granicy lubelskiego z mazowieckim wszystko dość sensownie zaokrąglone. No i plik ma niecałe 30 KB. Jak ktoś chce niech sobie wytnie ze źródła strony, od <svg> do </svg>. Dwa razy większą mapkę można zrobić zamieniając wszystkie cztery 500 w nagłówku na 1000 i zmieniając skalowanie "warstwy" z województwami z transform="scale(.05)" na transform="scale(.1)" i jednocześnie skalowanie "warstwy" z podpisami ze scale(1) na scale(2) — czyli pomnożyć dwa razy tam gdzie trzeba. Itd. Podpisy najprościej umieszczać w SVG-edit, Inkscape mnie przytłacza, a włącza się tak powoli, że zapominam co chciałem zrobić.

Created by potrace 1.10, written by Peter Selinger 2001-2011województwapodpisymazowieckiełódzkiewielkopolskiepomorskiedolnośląskiepodkarpackielubelskieświętokrzyskiemałopolskieśląskieopolskiezachodniopomorskielubuskiewarmińsko-mazurskiepodlaskiekujawsko-pomorskie

piątek, 24 sierpnia 2012, 02:23

svg?

To niesamowite, ale już wszystkie przeglądarki czyli nawet IE wyświetlają SVG i można robić bardzo fajne mapki albo cokolwiek (np. w SVG-edit). W dodatku SVG wklejone bezpośrednio do HTML5 łatwo dręczyć Javascriptem, co zaraz zademonstruję (po najechaniu kursorem na lipne linki poniżej zapalają się na mapce odpowiednie miasta):

W Polsce odwiedziłem siedem miast, a mianowicie Gdańsk, Warszawę, Kraków, Lublin, Wrocław, Szczecin, Nowy Sącz i Elbląg.






środa, 1 sierpnia 2012, 20:31

Lying

W rezultacie "afery" Lehrera Harris (zadowolony że stracił konkurenta?) daje za darmo (do końca tygodnia). Nie wiem czy warto brać, jeszcze nie czytałem. Ale wziąłem (zaoszczędzając prawie 10 zł).

poniedziałek, 30 lipca 2012, 00:44

doradcy ziemi

Ciekaw byłem jak sobie poradził Szostkiewicz tłumacząc Bartleby'ego. Chyba nieźle, nawet jeśli nieco nadgorliwie spolszczył przezwiska pracowników narratora (Indor, Kleszcz, Imbirek czyli Turkey, Nippers, Ginger Nut), to raczej nie próbował pokazać, że umie pisać dużo lepiej niż autor. Jest więc prosto i dorzecznie, da się czytać, bez głowienia się co było w oryginale.

Jednak pod koniec, bynajmniej nie chcę tu spojlować, tłumacz nonszalancko zgrzytnął. W oryginale było:
— "He's asleep, aint he?"
— "With kings and counselors," murmured I.
Co zostało oddane jako:
— On śpi, prawda?
— Wraz z królami i doradcami — szepnąłem.

Niby dobrze, ale. Otóż jest to mikrocytat z Księgi Hioba, ca 3,14, co chyba powinno zwolnić tłumacza z własnego tłumaczenia. W Bibli Tysiąclecia jest np. z królami, ziemskimi władcami, w Bibli Warszawskiej z królami i wielkimi ziemi, w Gdańskiej z królmi i z radcami ziemi, w Nowej Gdańskiej z królami i radcami ziemi, u Wujka i Miłosza też prawie tak samo. A jest gdzieś w ogóle z królami i doradcami? — a jest, u Świadków Jehowy mamy z królami i doradcami ziemi. Tylko w Biblii Brzeskiej jest jeszcze bardziej niezdarne z królmi i z ludźmi poradnymi tego świata.

Skoro oryginalnie czyli w Biblii Króla Jakuba jest with kings and counsellors of the earth, skrócone przez Melville'a do with kings and counsellors, to najprostszym rozwiązaniem byłoby chyba z królami i władcami — czytelnik nawet jeśli się nie domyśli, że to z Hioba, to przynajmniej uniknie naturalnej reakcji "z jakimi kurwa doradcami?!" Z doradcami ziemi, rzecz jasna.

Na koniec chciałem koncyliacyjnie dodać, że nawet nie jestem pewien czy to Szostkiewicz, bo tekst znalazłem w internetach i może to być np. jakieś stare tłumaczenie (ale wolałbym nie). Tak czy owak nie jestem taki głupi żeby wydać aż 3028 zł za krótkie opowiadanie, które mogę darmo przeczytać po angielsku.